„Czas na Zacier!”

Garnki na głowach,  kolorowe uniformy i muzyka w oparach absurdu. Festiwal Twórczości Nieograniczonej Zacieralia wrósł w koncertowy krajobraz Warszawy. Już po raz jedenasty (5 i 6 stycznia) stołeczny klub Progresja gościć będzie muzyków, którym dystans do siebie nie jest obcy.  Patron imprezy – Mirosław „Zacier” Jędras – wspomina w rozmowie z nami poprzednie edycje. Dowiadujemy się m.in. kto prowadził konferansjerkę w folii do pieczenia oraz jak zagrać bezdźwięczny koncert.

 

Wydarzenie niegdyś przeze mnie przewrotnie nazwane Festiwalem Twórczości Żenującej przerosło moje oczekiwania pod każdym względem, szczególnie że u zarania dziejów oczekiwań nie miałem żadnych. Zacieralia miały być wieczorem wspólnej zabawy scenicznej i pozascenicznej znajomych muzyków i grupy osób skupionych wokół mojej rodzimej formacji ZACIER. I choć u niewtajemniczonych nazwa ta wywołuje skojarzenia gorzelnicze, lider formacji rozwija ją jako Zrzeszenie Artystów Cierpiących i Entuzjastycznie Rżnących.

W ciągu dekady przez scenę Zacieraliów przewinęło się wiele muzycznych osobowości. Niektórzy do dziś są ich filarami. Wśród nich wyróżnia się Dr Yry (El Dupa, TPN 25, SPEC, Roman Malik, Speculum, Pieseek), który grając w wielu zespołach, podczas festiwalu niemal nie schodzi ze sceny. Jak podkreśla Zacier, „ojcem chrzestnym” imprezy pozostaje Kazik Staszewski, wspierający moralnie ideę zacieryzmu. Lider Kultu podczas styczniowego festiwalu dołącza do zespołu Janka Zdunka, jest frontmanem grupy Zuch Kazik, ochoczo udziela się również w Płonącej Pycie Nerona.

Wielokrotnie na imprezie można było usłyszeć również radosną twórczość Kuby Sienkiewicza, który z Elektrycznymi Gitarami zawojował polską scenę w latach 90. Zacieralia to również Olaf Deriglasoff, Dr Hackenbush, Jędrzej „Kodym” Kodymowski z Apteką.  Warto dodać, że festiwal dołożył cegiełkę do popularności formacji, które za nic mają patos w tekstach, jak choćby Kabanos. Jak zaznacza Zacier, to tutaj pierwsze kroki stawiali Bracia Figo Fagot, wystąpił, jeszcze przed szaleństwem na ich punkcie, Nocny Kochanek, a w sumie zespołów było kilkadziesiąt.

Prezes skacze ze sceny  

Historia Zacieraliów obfituje w przeróżne anegdoty, niesłychane wydarzenia, ale też chwile uniesienia, zachwytu i wzruszenia. Wszystko spowite jest aurą szalonej imprezy, nieraz do upadłego, chociaż – odpukać – jak dotąd nie było poważnych wydarzeń wysoce niepożądanych – opowiada Zacier.

Kolorytu dodają imprezie nietypowe stroje, których elementem szczególnym, zgodnie z tradycją zainicjowaną przez organizatora, jest garnek na głowie. Mniej ortodoksyjni uczestnicy festiwalu chętnie korzystają z konewek czy durszlaków. Nie brakuje świecących instalacji, co zachęca fotoreporterów do upamiętnienia rockowego karnawału. Ta atmosfera udziela się również gospodarzowi imprezy.

Prezes Progresji czynnie uczestniczy w koncertach, nieraz dołączając do artystów. Legendarny też pozostanie jego skok ze sceny wprost… na parkiet, gdyż akurat nikt go nie złapał w locie. Choć wyglądało to na skok śmierci, Prezes otrzepał się z kurzu i dalej uczestniczył w zabawie, a dodać trzeba, że tors miał goły, zaś na głowie pinezkę rodem z PRL – wspomina nasz festiwalowy przewodnik.

Strój z folii do pieczenia

Skoro o obnażaniu mowa, koniecznie muszę wspomnieć Didiego, który na co dzień mieszka na Teneryfie – wtrąca Zacier, opowiadając o przyjacielu Kazika i bohaterze jednej z jego piosenek („DD”).

Powierzyłem mu onegdaj konferansjerkę Zacieraliów i choć ma wyraźną wadę wymowy, to jego talent gawędziarski w połączeniu z aparycją i nietuzinkową urodą były wisienką na torcie wieczoru, a przynajmniej jego części, dopóki wodzirej nie poległ na zapleczu. Skąpy strój Didiego składał się w 30 proc. z folii do pieczenia, która sukcesywnie odpadała. Sam mistrz ceremonii zresztą gromko przeklinał i stymulował publiczność słowami „obnażamy się!” – opowiada Zacier o konferansjerze z rockandrollową duszą.

Do postaci, które w trakcie imprezy „spożyły nieproporcjonalnie”, zalicza się również Dr Hackenbush.  Podczas debiutu na festiwalu wystąpił w związku z tym na siedząco. Opierał się tylko o statyw mikrofonu.  Jak się okazało, publiczności nie zniechęcił. O dziwo grał całe czterdzieści minut i zapisał się złotą czcionką w sercach Zacieralian. Dzięki temu mogłem jego kolejny koncert na festiwalu zapowiedzieć jako „wielki powrót Doktora Hackenbusha na deski Progresji” – podkreśla Zacier.

Niemy koncert  

Festiwal to również happeningi. Kilka lat temu, ciekawie zapisał się w zacieraliowej historii kabaret Fraszka.

Dał koncert w stu procentach niemy, markując grę i śpiew. Na scenie pojawiali się też dostojni goście, dzięki odsłuchom dousznym całość była skoordynowana. Koncert był bardzo ekspresyjny i dynamiczny, pozbawiony jednak materii dźwiękowej. Publiczność dała się wciągnąć do tej zabawy i przez czterdzieści minut markowała entuzjazm godny najhuczniejszych rockowych widowisk – wspomina Zacier. Zdarzało się, iż w ferworze scenicznej walki  twórców ponosiło. Musieli sami zmierzyć się z efektami natchnienia.

W ubiegłym roku artysta Niebieski Robi Kreski wraz z asystentem malowali olbrzymie płótno w trakcie koncertu. Zanadto rozpędzili się w twórczym uniesieniu i obficie porozlewali farbę po podłodze. Co gorsza ozdobili również okoliczne wzmacniacze i niemal terminowali przedwcześnie koncerty – opowiada Zacier. Na drugi dzień karnie myli scenę, lecz ślady ich bytności pozostaną utrwalone dla przyszłych pokoleń. Trzeba też dodać, że ich dzieło, niczym mandala, uległo zniszczeniu, gdyż rama była zbyt duża, aby obraz wynieść w jednym kawałku z klubu – dodaje.

Demolka instrumentu

Co roku uczestnicy festiwalu żegnają się z imprezą koncertem grupy Płonąca Pyta Nerona, który przekształca się w swoisty happening. Według definicji Zaciera może wystąpić każdy, kto potrafi sam wejść na scenę i zbyt uporczywie nie przewraca wzmacniaczy tudzież innego sprzętu.

A propos wywracania – niegdyś jeden z tańczących na scenie fanów, któremu Dr Yry nadał niebagatelną siłę odśrodkową, staranował moje klawisze, które runęły na deski i wymagały profesjonalnego serwisu  – relacjonuje Zacier. Sztuka wymaga poświęceń.

Z każdym rokiem anegdot przybywa. Jak zaznacza patron festiwalu, każdy ma swoje wyjątkowe wspomnienia. Aura otaczająca imprezę jest na tyle silna, że fani przybywają do Warszawy z odległych zakątków Polski, są nawet goście zza granicy.

Wspólnym mianownikiem jest entuzjazm i zabawa, przełamywanie barier, eksperymentowanie, bez cenzury i tabu, jednak nie kosztem zawartości merytorycznej czy poziomu artystycznego. Stąd nowa nazwa – Festiwal Twórczości Nieograniczonej – podkreśla Zacier. I dodaje, że głównym paliwem napędzającym Zacieralia jest dobra muzyka, tworzona z potrzeby serca, choć często z dystansem i przymrużeniem oka. Koneserom takiego grania pozostaje więc tylko założyć garnek na głowę. Jak śpiewa Kazik Staszewski: „To koniec jest układów, czas na Zacier!”

Paweł Lewandowski
Fot. Konrad Jaraszek

 

W tym roku na już jedenastych Zacieraliach wystąpią m.in. Jakubik i Deriglasoff, Apteka, Kazik i Zdunek Ensemble, Wiewiórka Na Drzewie, Łydka Grubasa, Płonąca Pyta Nerona, Katiusza Mariusza oraz oczywiście Zacier.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *