Jolka, Jolka pamiętasz – historia piosenki

Chcemy Wam opowiedzieć historię słynnej piosenki Budki Suflera – Jolka, Jolka pamiętasz”. Tę i 199 innych  opowieści o najważniejszych piosenkach polskiego rocka z lat 1966-2016 znajdziecie w naszej nowej książce „Piosenka musi posiadać tekst. I muzykę”, która ukaże się w sprzedaży 8 listopada.

 

BUDKA SUFLERA „Jolka, Jolka pamiętasz”, 1982
(muzyka Romuald Lipko – słowa Marek Dutkiewicz)

 

Najwierniejsza dziewczyna Budki.

To była niby normalna sesja, ale jej efekt okazał się zupełnie nienormalny. Sesja normalna, tyle że bardzo pracowita. Trwała niecały tydzień, a w tym czasie zespół nagrał trzy piosenki dla siebie i jedną dla Urszuli, nakręcił swoją część telewizyjnego programu sylwestrowego i jeszcze dał dwa koncerty. Nowy wokalista, nowe siły…

Każdy z utworów zaśpiewanych wtedy przez Felicjana Andrzejczaka – który wchodził na miejsce Romualda Czystawa – miał znaczenie. I „Noc komety”, i „Czas ołowiu”, i „Jolka, Jolka pamiętasz”. Ale znaczenie jednego przekroczyło wszelkie wyobrażenia…

Romuald Lipko skomponował muzykę dwa lata wcześniej w Bytomiu na scenie miejscowego domu kultury przed koncertem. Skomponował, jak to on, przy keyboardzie, ale uzyskała gitarowe brzmienie, tworzone przez mieszaninę akordów durowych i mollowych (pięć w zwrotce, cztery w refrenie). Przy czym piosenka narodziła się nie jako wolna ballada, lecz średnioszybka rzecz w stylu – tak mówią ci nieliczni, którzy słyszeli – The Beatles.

Sytuację, a mówiąc wprost tempo, zmieniło pojawienie się tekstu, który wpłynął na reakcję pierwszej słuchaczki, tak naprawdę czytelniczki. Marek Dutkiewicz: Historia do tego stopnia wydała mi się fascynującym materiałem na tekst ballady pełen dramaturgicznych smaków, że jak przestaliśmy się z bohaterką spotykać, zrobiłem sobie notatki. Ale z racji szlagwortu, który od razu chodził mi po głowie oraz – powiedziałbym – tej giga-epiki, trzeba było całość zwolnić, co wydłużało numer i tak długi z samej natury rzeczy. Choć z tą zmianą nie poszło łatwo, w każdym razie twórcy piosenki wtedy nieco się poprztykali. Racja Dutkiewicza została wsparta reakcją recepcjonistki hotelu Polonez w Poznaniu, gdzie zatrzymywali się klienci studia Giełda, na której przeczytany tekst wywarł ogromne wrażenie. Romek zdecydowanie nie był przekonany do wolnej wersji. Zmienił zdanie dopiero kiedy recepcjonistka w hotelu przy nim czytała słowa, naprawdę ze wzruszeniem przejmując się tą historią – wspomina Dutkiewicz. Recepcjonistka odegrała wielką rolę nawet o tym nie wiedząc. Przemówiła głosem ludu, a to przecież taka ludyczna piosenka.

W każdym razie średnioszybkich Beatlesów zastąpił powolny Rod Stewart.

W „Jolce” najmniej było cyzelowania dźwięku, jubilerskiej obróbki – opowiada realizator dźwięku podczas tamtej sesji Ryszard Gloger. Chodziło o to, żeby zostawić w stanie lekko ascetycznym, dać maksimum przestrzeni dla głosu, nie odciągać uwagi od słów. Romek nie podbijał basów Korgiem, nie żyłował jak w innych numerach. Mieczysław Jurecki: Gitarę w refrenie nagrałem bez wajchy – z efektem obniżenia dźwięku powstałym tak, że Rysiek Gloger na mój znak włączał szybkie przewijanie taśmy bez przerywania nagrania, więc po odtworzeniu już na normalnej prędkości powstał efekt jakbym zastosował wajchę. Jurecki grał i na gitarze, i na basie – jak się przyznaje nie do końca na trzeźwo – a solo (w takim utworze musiało być podniosłe) w finale jest dziełem Andrzeja Sidły.

Pozostawało tylko kluczowe pytanie, jak podoła Andrzejczak. Podołał, ale nie od razu. Felicjan na początku był spięty, usztywniony, śpiewał w sposób taki drewniany… – opowiada Gloger. Wersja ostateczna „Jolki” to efekt piątego, szóstego podejścia. Pamiętam, że w reżyserce były chwile zwątpienia. Ale wokalista nie słyszy tego, co się mówi za szybą, więc do niego skierowane były tylko słowa zachęty, dopingu. No i w końcu rozśpiewał się. Ta ostatnia wersja zawiera kilka podrzutek, podmienionych fragmencików. A zespół, Romek i Marek bardzo wierzyli w ten numer, w jego potencjał. Mnie, przyznam, na etapie bez wokalu ten numer się nie podobał. Rozlazły, gniot, nic się nie działo – tak myślałem. Antyprzebój. Wolałem „Noc komety”. Ale doszedł głos z tekstem i uczynił ten utwór niezwykłym. Wtedy on ożył. Coś na podobieństwo „Autobiografii”. Czy ktoś ma wątpliwości, że to piosenka życia Felicjana Andrzejczaka?

Ale właśnie – „Jolka” to jeden z hymnów pokoleniowych początku lat 80., zapis czasu stanu wojennego, z którym mogło identyfikować się tyle osób niezależnie czy było z Jolką czy Beatą, w Karwi czy Zakopcu, czy miało miejsce zaćmienie słońca czy nie. Ów zapis dotyczył atmosfery, a nie wydarzeń, bo dla ogromnej większości (pomijając czynnych opozycjonistów oraz aktyw ich zwalczający) stan wojenny to było normalne życie, tyle że w nienormalnych warunkach. Pewnie dlatego piosenka działa na wyobraźnię nawet w rozwiniętym kapitalizmie.

Sceniczna premiera „Jolki” nastąpiła w październiku 1982 w warszawskim Parku na pierwszym koncercie Budki z nowym wokalistą. Wtedy też swoich czarodziejskich umiejętności dołożył do tej piosenki Piotr Kaczkowski. Od poniedziałku puszczał ją codziennie bez żadnej informacji kto i co. Zaintrygował, bo nikt wówczas nie kojarzył Budki ani z taką muzyką, ani z tym głosem. Karty prezenter odkrył w sobotę, kiedy puścił „Jolkę” raz jeszcze i powiedział z udawanym zdziwieniem: „To przecież nowa piosenka Budki Suflera. Jak można tego nie wiedzieć?”.

Niesamowite okazało się jeszcze to, że Andrzejczak właśnie wtedy tak naprawdę zakończył współpracę nagraniową z Budką. Album, który nagrali, nie ukazał się do dziś. Wyjaśnienie jest takie, że wszystko, co nagrałby ten wokalista, i tak pozostałoby w cieniu „Jolki” i kojarzyłoby się z „Jolką”. Co dotyczy również relacji odwrotnej – wszelkie podejścia do „Jolki” właściwego wokalisty Budki, Krzysztofa Cugowskiego, których wiele nie było, ale parę jednak się znajdzie (studyjna po angielsku, koncertowa po polsku np. na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie w sierpniu 1992), kończyły się zupełnym fiaskiem. Zresztą Cugowski nie ukrywał, że do „Jolki” nic nie czuje i bierze ją z musu. Ale nawet i Cugowski uczestniczył w triumfalnym wykonaniu tego utworu. W finale „Jolki” na Przystanku Woodstock prócz Andrzejczaka śpiewał jeszcze on z synem Piotrem (o widowni nie wspominając), a grali dodatkowo Wojciech Cugowski oraz Jurecki. To było symboliczne połączenie sił na pożegnanie schodzącego ze sceny zespołu. Symboliczne i wyjątkowo poruszające – tak zdaniem muzyków, jak i pół miliona słuchaczy, o głównym organizatorze nie wspominając [sam wspomni z offu].

Właśnie dzięki „Jolce” supergwiazda lat 70. znalazła się wśród gwiazd nowego rozdania (i miała megaprzebój w każdej z dekad swojej działalności w XX wieku). Jedynka na liście Trójki (w grudniu 1982) to sprawa właściwie oczywista, zresztą ostatnio doszły lepsze miary fenomenu „Jolki”. W Polskim Topie Wszech Czasów 2017 tejże Trójki zajęła ona nie tylko najwyższe miejsce z utworów Budkowych, ale wedle słuchaczy znalazło się jedynie siedem sławniejszych odeń piosenek. A pół roku wcześniej na charytatywnej aukcji w Trójce dla Fundacji św. Mikołaja manuskrypt tekstu „Jolki” (zreprodukowany na papierze firmowym hotelu Kasprowy) wylicytowano z książką i płytą „Przeboje życia” Dutkiewicza za 25 tys. zł, co jest ewenementem, rekordem, symbolem oraz właśnie miarą tego fenomenu.

To, że Lipko pierwszą wódkę z firmowanej przez siebie serii w 2017 nazwał tytułem tej piosenki nie jest może ewenementem ani fenomenem, ale też ma swoją wymowę.

„Jolkę” wielokrotnie przywołuje Maryla Rodowicz w piosence „Zajączek słońca”.

słowa klucze.
„Żebrząc wciąż o benzynę” – to był czas wiecznego niedoboru podstawowych towarów, w tym alkoholu (o czym niżej) i właśnie benzyny. Określenie „żebrząc” oddaje to, że bohater był pod przymusem – wyjaśnia Dutkiewicz. A propos – Romek mnie skontaktował z facetem, który przywoził benzynę w kanistrach z namalowanym zieloną farbą olejną numerem jednostki wojskowej [śmiech]. Spytany czy się nie boi, mówił że nie. Ale któregoś dnia nie przyjechał i już go więcej nie zobaczyłem.

„Słońca zaćmienie” – w roku 1982 miały miejsce cztery, choć wszystkie częściowe. Autor nie potrafi wskazać, o które mu konkretnie chodziło.

„Plażą szły zakonnice” – w Karwii faktycznie jest ośrodek wypoczynkowy dla Elżbietanek. Widok spacerujących ich po plaży nasuwał autorowi skojarzenia z kadrami z filmów Federico Felliniego.

„Z autobusem Arabów zdradziła go” – najsłynniejszy fragment tekstu „Jolki”. Dutkiewicz: Bohaterka opowiedziała mi o swoim mężu, którego dawna dziewczyna zdradziła kiedyś z Arabami, co wydało mi się niesłychanie zabawne. Bo to przecież nie Jolka go zdradziła! Natomiast on dementuje tę sytuację chodząc po Warszawie i mówiąc, że to wcale nie był autobus, tylko mikrobus. Lipko: Ten fragment to nie dowcip. Na koncertach w Ameryce widzieliśmy pod sceną Polaków latami odciętych od swoich korzeni społecznych – lekarzy sprzątających sklepy czy pracujących na budowie. Do klubów polonijnych przychodziły samotne kobiety i samotni mężczyźni, którzy wyjechali z kraju, żeby zarobić na utrzymanie rodziny. I będąc w Stanach wchodzili ze sobą w relacje, które rozbijały ich małżeństwa. Ten autobus Arabów był ostrzeżeniem przed poważnym problemem socjologicznym, spowodowanym emigracją Polaków głównie do Ameryki. „Jolka” ma taką siłę, ponieważ nie zdajemy sobie sprawy, iloma gwoźdźmi została przybita do tamtej rzeczywistości.

„Czarodziejka gorzałka” – Dutkiewicz: Celnie to wymyśliłem, prawda? Prawda!

„Meta była o dwa kroki stąd” – charakterystyczny dla ówczesnych czasów niedoboru rynkowego całodobowy punkt z alkoholem znajdujący się w prywatnych rękach, cieszący się powodzeniem zwłaszcza w pobliżu hoteli robotniczych i akademików. Dla dociekliwych i dokładnych – te dwa kroki prowadziły na plac Zbawiciela w Warszawie.

ona. Historia jest autentyczna i postać jest autentyczna, imię też się zgadza. Historia jest autentyczna i postać jest autentyczna, imię też się zgadza, nazwisko ma R. Dutkiewicz: Mieszka w Warszawie, od tamtych czasów nie mamy kontaktu. Ale jej mąż szczyci się, że został opisany. Moja babcia Jadwiga mówiła „Ludzie są różni” i miała rację… Widziałem się, owszem, z jej małżonkiem, kiedy już wrócił z tej Anglii. Pracował tam na budowie, dzięki czemu dobrze rozwinął się fizycznie, zaciskały mu się pięści, ale kultura i ogłada jednak wzięły górę. Ale nasza historia była epizodem, Jolka miała też inne sytuacje bardziej znaczące. Kiedy on wrócił, nasza relacja dawno przestała być aktualna. Została pieśń… Wziąłem od Jolki ustną, ale formalną zgodę na opisanie tych wydarzeń. Nie wiem tylko, czy się spodziewała, że to będzie opowieść zero-jedynkowa tak dokumentalnie wiarygodna.

komentarz źródłowy.
Dutkiewicz: To taka bardziej romantyczna wersja „Luz-blues, w niebie same dziury”, czyli ucieczka z klimatu stanu wojennego w erotykę. Zapis wyłącznie autentycznych wydarzeń, nie ma żadnej fikcji. Udało się „powąchać czas”. To dlatego, że utwór jest pełen autentycznych detali, przetrwał tak długo. Ale kluczem był Andrzejczak z takim jego „dziadowskim” zaśpiewem.

Lipko: Miałem marzenie zrobić polskie „Sailing”, bo byłem pod wielkim wrażenie śpiewu Roda Stewarta, co się w pewnym sensie udało. Ta piosenka musiała mieć takie tempo. Może „rybę”, którą dostał ode mnie Marek, zagrałem trochę szybciej i taką wersję dostał, ale jakie to teraz ma znaczenie?

Andrzejczak: Nie przypominam sobie wykonania „Jolki” bez aplauzu. I nawet nie chcę myśleć, ile razy tę „Jolkę” śpiewałem, nie chcę liczyć. No, już nudzi [śmiech], ale wiem, że powinienem być szczęśliwy z posiadania takiego hiciora, bo k a ż d y wykonawca chciałby posiadać w swoim życiorysie artystycznym piosenkę, którą śpiewa już trzecie pokolenie. Ale przyznam się, że moją ulubioną piosenką z tej sesji jest bluesik „Czas ołowiu” – zawsze, kiedy to śpiewam, coś zaczyna we mnie drżeć.

z offu. Jurek Owsiak: Powiedzieliśmy sobie: „Dobra, niech Budka przyjeżdża”. Pierwsze reakcje ludzi były ironiczne: „Ci wariaci będą na Woodstocku?”. Przełknęliśmy to. A następnie publika poszła w drugą stronę: „A będzie «Jolka»?”. Dla mnie ta piosenka była fajansowym numerem. Kiedy usłyszałem ją po raz pierwszy, uznałem za żart, tekst wydawał mi się durny – o autobusie Arabów, o kobiecie, która się z nimi puściła, o paliwie, którego brakowało. Ale kiedy „Jolkę” zaśpiewał Felicjan Andrzejczak z Budką i półmilionową publicznością na Woodstocku, nagle mnie olśniło. Ci młodzi ludzie pod sceną zaśpiewali o tamtej codzienności, której na szczęście, kurwa, nie ma; która się skończyła. Szczególnie zapamiętałem 19-letnią dziewczynę wszystko nagrywającą telefonem. Dlaczego to robiła? Bo żyje w wolnym kraju, wśród uśmiechniętego narodu i ta piosenka już nie ma żadnych konotacji. „Autobiografia” trochę nas zasmuca, a „Jolkę” można zaśpiewać na wesoło. Dziś już żeby się napić nie trzeba iść na metę ani martwić się chronicznym brakiem pieniędzy. W tym wykonaniu piosenka zabrzmiała jak hołd dla nowych czasów!

wersja podstawowa. Nagrana w studiu Giełda w Poznaniu na jesieni 1982 przez Felicjana Andrzejczaka – śpiew, Andrzeja Sidłę – gitara, Mieczysława Jureckiego – gitara i gitara basowa, Romualda Lipkę – instr. klawiszowe, Tomasza Zeliszewskiego – perkusja. Realizacja dźwięku – Ryszard Gloger. Piosenka wyszła na płycie „1974-1984” (Polskie Nagrania 1984).

pozostałe wersje płytowe. Zaśpiewna przez Cugowskiego anglojęzyczna pt. „Lifeline” 1988 „American Tour” (minialbum, Polam Entertainment 1988); koncertowa z Sopotu 1994 „Budka w Operze – Live From Sopot ‘94” (TA Music 1994); koncertowa z Nowego Jorku 1999 „Live At Carnegie Hall” (New Abra 2000); zaśpiewana przez Mariusza Bieleckiego z Magdaleną Dworznikowską 2005 dysk „Gratka na pożegnanie” z boxu „Leksykon 1974-2005” (2005-2006); instrumentalna, z zaznaczoną linią melodyczną 2005, nie do słuchania, rzeczywiście wyłącznie do śpiewania dysk „Karaoke słuchaczy Radia Złote Przeboje” z „Leksykonu 1974-2005”; koncertowa 2014 „Cień wielkiej góry live – Woodstock Festival Poland 2014” (Złoty Melon 2014).

składanki. „The Story Of Budka Suflera” (kaseta, Abra 1992); „Greatest Hits” (TA Music 1992); „Antologia 1974-99” (New Abra 1999); „Leksykon 1974-2005” – dyski „Złote przeboje słuchaczy Radia Złote Przeboje”, „Nie wierz nigdy kobiecie” i (w wersji anglojęzycznej) „Dziewczyna o perłowych włosach”; „Budka Suflera” (‘Gwiazdy polskiej muzyki lat 80.’ TMM 2007).

teledysk. Brak.

DVD. „25 lat – koncert – Spodek 1999” (również VHS, New Abra 1999); „Opole 2004 – koncert” (Budka Suflera Production „Leksykon 1974-2005” 2006); „Cień wielkiej góry live – Przystanek Woodstock 2014” (Złoty Melon 2014).

figo-fago. Na początku XXI wieku prezydentem był Kwaśniewski, premierem Miller, a prezesem telewizji Kwiatkowski. I… Na śniadaniu na festiwalu w Opolu – opowiada Andrzejczak – spotkał mnie kierownik muzyczny i powiada: „Felicjan, jak będziesz śpiewał na koncercie pierwsze słowa „Jolka, Jolka”, to nie patrz, błagam cię, w pierwsze rzędy, bo tam będzie pani prezydentowa”. Proszę bardzo. Zaczynam śpiewać, w pierwszych linijkach patrzę daleko w horyzont. Po skończeniu pyta mnie żona: „Nie zdążyłeś wejść na czas? Bo nie było dwóch pierwszych słów”. Okazało się, że kierownik nie wytrzymał napięcia i sam przybiegł do konsolety, by heble ściągnąć do zera. Czasy się zmieniają, ludzie nie…

inne wykonania. Top One „Rock N’Dance” ( J&J Studio 1993); Peter „Jolka Power Music” K&K Studio (kaseta, Omega Music 1994); w „Szansie na sukces” Małgorzata Sulej 1994 i Natalia Pierwoła 2007; Boys „Rock Boys” (Bauer Music 2010); Robert Janowski „Osiemdziesiąte” (MTJ 2012).

Jan Skaradziński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *