Trzydziesta rocznica Big Cyca

Big Cyc w tym roku obchodzi 30-lecie, świętując je serią specjalnych koncertów w Polsce i nie tylko, z których ten najbardziej specjalny odbędzie się 5 maja w rodzinnym mieście zespołu (a przynajmniej większości jego członków) – Ostrowie Wielkopolskim. Jubileusz skłonił nas do bardziej i mniej osobistych wspomnień związanych z Cycami, bo przecież określenie „szanowni jubilaci” by tu zgrzytało…

Ulubione piosenki

Konrad Wojciechowski:

1 .„Berlin Zachodni”

Widokówka z lepszego świata w dobie PRL-u musiała robić wrażenie. I robi – do dzisiaj. Chociaż temat – po zjednoczeniu Niemiec – dawno się zdezaktualizował, a i my przyswoiliśmy sobie kapitalizm. A jednak „Berlin” – na przekór czasom – nadal uchodzi (słusznie przecież) za sztandarową piosenkę Big Cyca, może nawet za przebój numer jeden. Czyli tamte czasy minęły, ale kawałek przetrwał – to jednak fenomen, bo przecież nie prawidłowość. To chyba pierwsza piosenka Skiby i reszty, którą usłyszałem. Nie, nie z radia – na szkolnym korytarzu. Kolega odśpiewywał refren, pewnie nie zdając sobie do końca sprawy, o czym jest. I tak mi w uszach zostało. A co to jest Berlin Zachodni doskonale wiedziałem mimo ledwie kilku lat na karku. Ciotka prowadziła sklep z zabawkami, a moja matka zaopatrywała się dla niej w towar, właśnie za zachodnią granicą na przełomie lat 80. i 90. W tym lepszym Berlinie

2. „Makumba”

3. „Guma”

4. „Płoną opony”

5. „Moherowe berety”

Jan Skaradziński:

1. „Moherowe berety”

Słodkawy motywik fortepianowy, trochę rozluźniającego ska, ale refren gromki. No i przede wszystkim tekst, z legionem antybohaterów w beretach, a czasem jednak w kapeluszach (a jednym w gumiakach). Kurczę, jakież to aktualne – niezależnie od tego, że Giertych przeskoczył na drugą stronę barykady. W sumie niby typowy Big Cyc, ale tak naprawdę nie ma z czego się śmiać.

2. „Berlin Zachodni”

3. „Antoni wzywa do broni”

4. „Mejk low not łor”

5. „Dres”

 

Ulubione płyty

WOJ:

1. „Czarne słońce narodu”

Cenię Big Cyca za nieśmiertelne przeboje, które wygodnie rozgościły się w kanonie muzycznych lektur obowiązkowych, ale w tej chwili najbardziej mi po drodze z ostatnią płytą studyjną „Czarne słońce narodu”. Chyba dlatego, że podzielam aktualne poczucie humoru Skiby i spółki, którzy robią sobie jaja z obecnej władzy. Nie jestem admiratorem „dobrej zmiany”, ale zamiast złorzeczyć i szargać sobie nerwy, lepiej się pośmiać razem z Big Cycem. Wszak polityka to zło wcielone, a śmiech to zdrowie, więc wybór jest prosty.

2. „Pierwsza komunia, drugie śniadanie, trzecia Rzeczpospolita”

3. „Z gitarą wśród zwierząt”

JSK:

1. „Moherowe berety”

W 2006 roku Big Cyc był już wprawdzie w wieku dojrzałym (nie przypadkiem znalazła się tu piosenka „I ty będziesz miał 40 lat”), ale udało mu się zachować prawie młodzieńczy wigor, a co najważniejsze świeże poczucie humoru. Zagrał ostro, zabrzmiał surowo (czego nie zmieniła domieszka elektroniki), a śpiewał na tematy polityczne i o postaciach z tego przedziału (Kaczyńskich, Rydzyku, Łukaszence), które pozostały aktualne również teraz, czyli za drugiego PiS-u. „Moherowe berety” to taki magazyn na tematy ówczesne, ale bliższy „Polityce” niż, dajmy na to, „Do Rzeczy” – w sensie nie tylko profilu politycznego. Alu humor jest już wyłącznie Bigcycowy.

2.„Z partyjnym pozdrowieniem”

3.„Wojna plemników”

Najmniej lubiana płyta

WOJ: „Piosenki Zębate”

Mowa o płycie, która… się nie ukazała! Ale materiał został przygotowany i nawet – był taki moment – Skiba chodził po ludziach i roznosił im demo do posłuchania. Otóż Big Cyc wziął na warsztat piosenki Macieja Zembatego. Gdzie Rzym, gdzie Krym! – pomyślałem. To jednak zupełnie nie ta poetyka. Epatujący czarnym humorem Zembaty z jednej strony i wesołkowaty Skiba z kolegami z drugiej, obśmiewający nasze polityczne i obyczajowe wpadki. Jakoś te zbiory na siebie nie zachodziły. Zresztą chyba nie tylko mnie to lekko uwierało, bo płyta przecież nie ujrzała światła dziennego. I chyba nie tylko z powodu problemów z kapryśnym wydawcą… W każdym razie nie ma po czym ronić łez.

JSK: „Wszyscy święci”

Big Cyc bez Skiby i bez własnych tekstów, czyli bez swej flagi. Co, niestety, słychać. Tu nagrał strofy Wiesława Dymnego, ale ich tematyka i poetyka z tą muzyką (przeważnie ska) nie tworzą przekonującej całości (znać, że umieszczony jako bonus „Słoneczny patrol” jest z innej parafii). W jakimś sensie porównywalne „Taty” Kultu to inna liga. Nie pomaga wpadająca z gościną pani Rodowicz. A „Chiński mur” to podróba „Makumby”. Nawet jeśli ten eksperyment był Big Cycowi potrzebny, jak mówią muzycy, to nie wypalił. I nawet jeśli zespół nagrywał płyty mniej udane – a nagrywał, jak „Miłość, muzyka, mordobicie” – to wtedy nie wytrącał sobie z ręki atutów, jak tu.

Najważniejsze wydarzenia w historii zespołu

WOJ:

1. Łódzki happening z okazji 75-lecia wynalezienia damskiego biustonosza, który dał Big Cycowi paliwo do dalszej działalności – nie tylko kabaretowej, ale także muzycznej; 1988

2. Wyczucie nastrojów społecznych i wykreowanie zespołu jako głosu rozbawionych (ale i wkurzonych) sytuacją polityczną w naszym kraju; od 2015 roku

3. Udział w czołówce serialu „Świat według Kiepskich” i wykonanie tytułowej piosenki, która wryła się w pamięć licznej widowni przed telewizorami; od 1999 roku

JSK:

1.Decyzja o zastąpieniu ulotki demonstracyjnej jednorazowego użytku w coś dłuższoterminowego – bo bez tego nic by nie było; 1988.

2.Przezwyciężenie „kryzysu katowickiego” (z premierem w tle); 1999/2000.

3.Zostanie głosem rockowej opozycji antyPiS-owskiej; 2015-201?

Moje pierwsze spotkanie z Big Cycem

WOJ: To było jakieś pięć lat temu – w centrum Warszawy, niewykluczone, że w hotelu Marriott. Kompletnie zapomniałem, że tego samego dnia umówiłem się też na… wywiad z Kazikiem, ale ostatecznie poszedłem porozmawiać ze Skibą i Dżej Dżejem. I wcale nie żałuję, bo było wesoło. Chociaż też merytorycznie. Zapytałem wówczas, czy ich happeningi nie przesłaniają muzyki Big Cyca, na co Dżej Dżej odparł następująco: To się toczy równolegle. Ludzie postrzegają nas przez pryzmat zabawnych przebojów, tego co usłyszą w radiu, zobaczą w telewizji. A my poza „Berlinem Zachodnim”, „Facet to świnia” zagraliśmy mnóstwo poważnych piosenek, które zwracały uwagę na pewne kwestie społeczne. Wystarczy posłuchać „Wojny plemników” czy „Moherowych beretów”.

A jeśli chodzi o jedno z pierwszych spotkań przed telewizorem, to chyba było jakoś w połowie lat 90., przy okazji medialnej potyczki Skiby z Shazzą (ale kto dziś o tej pani pamięta…).

JSK: Oglądałem pamiętne – również dla BC – Rock Opole ’90, więc to było tam. Na Big Cyca specjalnej uwagi wtedy nie zwróciłem, inni byli ważniejsi, ale Skiba rzucił na lato słuszne hasło „Precz z biustonoszami!”, no i trzymając transparent z napisem „Polska” kopulował z osobnikiem trzymającym transparent „Europa”. Ten obrazek przetrwał w pamięci nie ze względu na wyrafinowaną symbolikę.

 

Mój pamiętny koncert

WOJ: Na koncercie w Cieszanowie w 2013 roku. Leżałem złożony nadmierną ilością płynów wyskokowych i z pozycji horyzontalnej obserwowałem szaleństwa Big Cyca na scenie. Kiedy odwróciłem głowę w stronę polany i widowni, podobne obrazki zamajaczyły mi przed oczami – okazało się, że miejscowi klaszczą, podskakują oraz kręcą piruety, tak jak im przykazał dyrygent Skiba. Oba światy bardzo do siebie przystawały, co tylko potwierdziło moje przypuszczenia, że wysłany nawet na koniec świata Big Cyc (a Cieszanów to naprawdę koniec Polski) będzie miał dla kogo występować.

JSK:  Opole ‘90, jednak.

Covery/Trawestacje

WOJ: Tym razem Big Cyc na poważnie, czyli „ZOMO na Legnickiej” – cover wrocławskiej grupy Miki Mousoleum.

JSK: „Nie zapomnisz nigdy”/„Bo z dziewczynami” Jerzego Połomskiego – ze względu na śmieszny sam w sobie kontrast w każdym elemencie kopii z oryginałem.

Najbardziej pamiętny happening

WOJ: Zacytuję tym razem Skibę: Polskie Nagrania zalegały nam z płatnościami dużych pieniędzy za wydanie pierwszej płyty. Negocjacje nie przynosiły rezultatów, więc starą partyzancką zasadą przykuliśmy się kajdankami do kaloryfera w gabinecie dyrektora finansowego firmy. Zabraliśmy w charakterze świadków dziennikarza i fotoreportera. W siedzibie Polskich Nagrań wybuchła panika, wezwano ochronę, próbowano nam przemówić do rozsądku. Jednak byliśmy twardzi i przesiedzieliśmy przy kaloryferze całą pojednawczą rozmowę. Pieniądze oczywiście nam wypłacono. 1991.

JSK: Protest, czy raczej próba protestu antypirackiego na ówczesnym Stadionie Dziesięciolecia w stolicy, ale nie ze względu na humor sytuacyjny, lecz proceder, przeciw któremu wtedy wielu oficjalnie protestowało, a prywatnie… uprawiało zakupy trzy–, czterokrotnie tańsze niż w sklepach. To była zmora tamtych czasów. 2000.

 

Mój ulubiony projekt poza-BigCycowy

WOJ: Zdecydowanie Czarno-Czarni. To trochę taki Big Cyc 2, ale nie w wersji ludowej, tylko bardziej wysublimowanej, wystylizowanej.

JSK: Czarno-Czarni nie mają konkurencji. W 95 procentach dzięki „Nogom”.

 

Wspomnienie osobiste

WOJ: Któregoś razu dzwoni telefon. Słyszę w komórce głos Skiby, że przyjeżdża do Warszawy – ma dla mnie nową płytę i coś jeszcze. Nie powiem – rozbudził moją ciekawość. Umówiliśmy się w malowniczym Domu Chłopa na pl. Powstańców Warszawy i frontman Big Cyca podarował mi dwie butelki piwa firmowanego logiem zespołu. Chciałem wypić na miejscu, ale w hotelowej restauracji nie wolno spożywać swojego (ani nawet darowanego) alkoholu.

JSK: Big Cyc od początku wywoływał skrajne reakcje, których pierwszym przejawem prasowym było wzięcie pod obcas na łamach „Rock’N’Rolla” piosenki „Wielka miłość do babci klozetowej” przez takich muzyków, jak Marek Piekarczyk, Edmund Stasiak czy Jan Pospieszalski (tak, oni z Janem zawsze byli po przeciwnych stronach barykady – wtedy estetycznej). Big Cyc zareagował listem-notą protestacyjną, która trafiła – jak zespół zaznaczył – do Lecha Wałęsy, Woody Allena, Zbigniewa Bońka, Franka Zappy oraz do redakcji. Byłem tym, który otworzył tę ostatnią kopertę. Czyli byłem w ciekawym towarzystwie.

Co mi najbardziej przeszkadza w Big Cycu

WOJ: Jak zwykle w muzyce, która nie ma filharmonicznego sznytu, rażą niedobory warsztatowe. Ale skoro Skiba i spółka się nimi nie przejmują, to ja też nie.

JSK: Jednak owa skromność – by nie powiedzieć siermięga – warsztatowo-aranżacyjna. Z pełną świadomością, że nie o popisy instrumentalne – wokalne zresztą też – w Big Cycu chodzi. Od popisów mam SBB.

 

Jak przyjmuję trzeci krzyżyk Big Cyca

WOJ: Z uznaniem. Bo oni naprawdę nie silą się na dowcipy. Nowe piosenki cały czas są zabawne. Telewizyjny „Maraton uśmiechu” dawno się wyczerpał i spadł z ramówki, a Big Cyc nadal unosi się na estradowej powierzchni i nie pikuje w orkiestron. Szacunek!

JSK: Ze zdziwieniem, że tak to zleciało. Ze smutkiem, że to kolejny znak upływu czasu. Z uznaniem, że tyle to trwa (inne „projekty oparte na humorze” trwały przy Big Cycu mgnienie oka). Z nadzieją, że pokłady poczucia humoru Cyca nie zostały wyeksploatowane do cna.

oceniali i wspominali Jan Skaradziński i Konrad Wojciechowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *