Cała nadzieja w Liroyu?

 

Ile polskiej muzyki w mediach? Takie pytanie zadają sobie twórcy i wykonawcy piosenek, zanim usiądą do napisania potencjalnego przeboju. Pod tym hasłem odbyła się w siedzibie ZAiKS-u debata na ten temat zorganizowana przez Związek Zawodowy Muzyków RP, w której brałem udział.

Odpowiedź na to pytanie brzmi: za mało. I na tym można by poprzestać. Ale przecież z roku na rok powinno być jej więcej. Ustawa o radiofonii i telewizji mówi jasno: 33 proc. czasu antenowego w radiowych rozgłośniach powinno być spożytkowanie na emitowanie polskich piosenek. Z tej puli określona część miała być nadawana w ciągu dnia, czyli między godziną 5 a 24. W 2012 roku miało to być 40 proc. Rok później zwiększono limit do 50 proc. A z kolejnym rokiem – do 60 proc. Tylko że papier jest bardziej cierpliwy od słuchacza, który musi nie dosypiać, by usłyszeć na antenie radiowej piosenkę niezaśpiewaną przez Adele, Taylor Swift czy Eda Sheerana.

Pamiętam taką scenkę rodzajową na koncercie rocznicowym De Mono (mam na myśli mutację tego zespołu, w której śpiewa Andrzej Krzywy) w Sali Kongresowej. Jubilaci w antrakcie między piosenkami albo już na sam finał dostali od dyrektora muzycznego Radia Zet Wojciecha Jagielskiego (znanego też z roli prowadzącego demoniczny talk-show w RTL 7 czy perkusisty grupy Poparzeni Kawą Trzy). Jagielski powiedział, że to nagroda od słuchaczy Zetki, którzy od lat są zasłuchani w przeboje De Mono. Na co Krzywy przytomnie odparł, że chyba cierpią na bezsenność albo coś w tym stylu. Zapanowała chwilowa konsternacja zdetonowana przez dyrektora radia kordialną salwą śmiechu.

Zetka, Eska czy RMF FM to czołowe stacje komercyjne, które generują około 90 proc. wszystkich tantiem z nadań radiowych dla artystów. Tam się kłębi od piosenek. Kłopot w tym, że polska muzyka traktowana jest po macoszemu. Jak zbadał serwis Popruntheworld Radio Zet i RMF FM stosują się wprawdzie do ustawowych wymogów i nadają polską muzykę przez odpowiednio 31,5 proc. i 32 proc. czasu antenowego (dane za cały rok 2017), ale rodzima twórczość cieszy się zainteresowaniem obu stacji głównie… nocą. W RMF FM połowa polskiego repertuaru grana jest po północy, a w Zetce nawet trzy czwarte trafia wtedy do emisji. A to nie tak powinno być, zupełnie nie tak.

Podczas spotkania w siedzibie ZAiKS-u, któremu patronowała znakomita delegacja Związku Zawodowego Muzyków RP w osobach Romualda Lipki, Mietka Jureckiego i Wojciecha Konikiewicza sporo cierpkich słów wypowiedziano pod adresem publicznego nadawcy. Bo Polskie Radio też nie rozpieszcza polskich artystów. Takie są fakty, o których wiadomo od wielu lat. Coś na ten temat wiem, bo parokrotnie byłem zapraszany do udziału w audycji przez kolegów pracujących w radiowej Jedynce. Odbywaliśmy przy mikrofonie nocne Polaków rozmowy z udziałem ciekawych polskich artystów, mając mnóstwo czasu antenowego do dyspozycji – tylko dlatego, że zaczynaliśmy po północy. Audycja szła na żywo, więc kto nie spał, mógł się dodzwonić. Na ogół dzwonili kierowcy ciężarówek, którzy byli w trasie i aby nie zasnąć za kółkiem, umilali sobie drogę przy włączonym odbiorniku. Prowadzący puszczali muzykę niszową, niemainstreamową i chyba nadal to robią. Piszę: chyba, ponieważ po kilkunastu takich nocnych trzygodzinnych audycjach w środku tygodnia wolałem się wyspać niż wracać do domu o czwartej nad ranem.

Pamiętam też, że koledzy chcieli powalczyć o promocję polskiej muzyki w publicznym radiu w prime timie. Czyli wczesnym popołudniem, kiedy przeciętny człowiek nie odsypia nocnego dyżuru, tylko wraca po ośmiu godzinach spędzonych w pracy w ciągu dnia. Pomysł na program poświęcony historii polskiej muzyki rozrywkowej wydawał się strzałem w dziesiątkę. Pilotażowa audycja poświęcona była dziejom bigbitu. Koledzy redaktorzy wynaleźli niesamowite perełki z radiowych archiwów i być może po raz pierwszy zaprezentowali je na antenie (dzięki tej audycji dowiedziałem się o istnieniu takiego zespołu jak Piastelsi). Dwugodzinny program nie przeszedł jednak kolaudacji. Wtedy już nie miałem wątpliwości, że polska muzyka na dobrym poziomie jest niemile widziana w mediach. Szkoda, że także w państwowych.

Jak sprawić, aby proporcje emitowania polskiej muzyki w przestrzeni radiowej były respektowane? Komercyjnych nadawców chyba nie da się do tego zmusić. Można to zrobić na drodze restrykcyjnego egzekwowania zapisów ustawy, ale tak się nie dzieje. Związek Zawodowy Muzyków RP idzie dalej – chce stworzenia nowej ustawy o promocji i ochronie polskiej muzyki. Aby zadbać o interesy rodzimych twórców spychanych na społecznych margines.

Światełko w tunelu zapalił twórcom Piotr Marzec, czyli parlamentarzysta Liroy (też twórca). Znany raper złożył w sejmie projekt zmian w obowiązującej ustawie o radiofonii i telewizji. Postuluje zwiększenie dobowego czasu antenowego na emisję polskich piosenek z 33 do 50 proc. Chce również, aby rozgłośnie radiowe dostrzegły twórców niezależnych (takich, którzy nie zawarli umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych z osobami trzecimi; poza ZAiKS-em i pokrewnymi organizacjami zbiorowego zarządzania prawami). Wedle koncepcji Liroya w ciągu roku od wejścia w życie nowych przepisów co najmniej 10 proc. czasu antenowego przeznaczonego na prezentację polskiej muzyki (ściślej: utworów słowno-muzycznych, które są wykonywane w języku polskim lub są związane przez osobę wykonawcy/zespół wykonawczy/solistę/dyrygenta, kompozytora lub autora opracowania z kulturą polską) miałoby przypadać na twórczość niezależną, a po tym okresie minimum 20 proc.

Jak będzie – czas pokaże. Problem jest jednak nieco szerszy. Nadawcy radiowi i telewizyjni mogą nadawać nawet 100 proc. polskiej muzyki na antenie, byleby solidnie rozliczali się z twórcami i wykonawcami z tytułu emitowania ich piosenek. Same rozgłośnie radiowe (te największe o zasięgu ogólnopolskim) powinny płacić 5 zł za minutę nadania utworu na antenie albo 0,35 proc. od wszystkich swoich wpływów, m.in. z reklam, ogłoszeń, komunikatów czy programów sponsorowanych. Ale z płatnościami jest kłopot, ponieważ tabela wynagrodzeń zatwierdzona przez Komisję Prawa Autorskiego pochodzi z 2001 roku i często jest nierespektowana. Organizacje, które zbierają tantiemy w imieniu twórców usiłują renegocjować nowe warunki płatności po kursie korzystniejszym dla artystów, ale często po drugiej stronie stołu nie znajdują poważnych partnerów biznesowych. Może warto więc najpierw uregulować kwestię tabel (odgórnie?), a dopiero później wyegzekwować więcej czasu antenowego dla polskich piosenek?

Konrad Wojciechowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *