Lipiński: Mój pamiętny koncert

 

TOMEK LIPIŃSKI O KONCERCIE TILTU W TEATRZE STUDIO W WARSZAWIE W (NAJPRAWDOPODOBNIEJ) GRUDNIU 1979

 

Punk w teatrze

W tamtym czasie, a było to na początku działalności Tiltu, mój przyjaciel Piotr Rypson zaczął współpracę z Galerią Remont, którą prowadził Henryk Gajewski – performer, artysta konceptualny. A że mieliśmy próby właśnie w Remoncie, Gajewski tak się zachwycił naszymi działaniami artystycznymi, iż chciał nam przychylić nieba. Takim przychyleniem była możliwość koncertu w Teatrze Studio u Józefa Szajny, która nadarzyła się albo przed sylwestrem 1979, albo tuż po – dokładnie nie pamiętam, ale obstawiam, że jednak przed. Trzeba tu wiedzieć, że Szajna był poważnym plastykiem i reżyserem teatralnym, bazującym na wspomnieniach przeżyć wojennych, a bardziej precyzyjnie mówiąc obozowych (jako że więziono go w Oświęcimiu i Buchenwaldzie), co świetnie mieściło się w nurcie ówczesnej propagandy, więc miał swobodę i mógł w teatrze robić co chce. Szajna zgodził się na Tilt – oczywiście nie wiedząc, na co się godzi.

Występ takiego zespołu jak nasz w takim miejscu był wtedy rzeczą absolutnie niemożliwą, naprawdę. Polski punk rock jako taki nie tylko znajdował się w powijakach, nie tylko na marginesie show biznesu, nie tylko w drugim obiegu, ale Tilt stanowił alternatywę nawet w tej alternatywie, bo odrzucaliśmy możliwość pójścia na jakikolwiek kompromis, czego dowodem to, że śpiewaliśmy wyłącznie po angielsku (co, warto dodać, działo się jeszcze przed nastaniem Porter Bandu). No i żaden z nas nie chodził do szkoły [śmiech]. Zaznaczę, bo to da obraz sytuacji, iż przez pół roku daliśmy tylko trzy koncerty – pierwszy w Warszawie w maleńkim klubie Ursynek, a potem dwa w Toruniu w starej Od Nowie. No i dochodził znamienny fakt, że Teatr Studio mieścił się – co nie zmieniło się do dziś – w Pałacu Kultury, który był wszak symbolem radzieckiego buta na polskiej szyi.

Wieść o koncercie Tiltu w takim miejscu pocztą pantoflową rozeszła się błyskawicznie po całej undergroundowej – celowo nie używam słowa punkowej, bo to byłoby zawężenie, a Tilt był w istocie zespołem postpunkowym – Warszawie, tak  więc do Studia ściągnął dziki tłum. Ten tłum, tę gorączkę czuliśmy już czekając na rozsunięcie się kurtyny. Kurtyna się rozsunęła i rzeczywiście – ujrzeliśmy nieprzebrane skupisko ludzkie zalewające zarówno fotele, jak i specjalny wybieg ponad widownią, który zaraz odegra swoją rolę. Zresztą kilkanaście osób od razu przemieściło się na samą scenę, przecież niewielką, co musiało dziwnie wyglądać. Zwłaszcza, że ja też wyglądałem dziwnie – miałem ubranie z czarnej folii, z jakiej robi się worki na śmiecie, którą pozszywałem agrafkami. Cóż, dbaliśmy o styl.

Zaczęliśmy, jak wtedy zawsze, od „Fucktories”. Zaczęliśmy ostro i szybko – bo na takiej adrenalinie gra się dwa razy szybciej niż zwykle. A my musieliśmy grać ze dwa i pół raza szybciej. Po pierwszym numerze na sali zapanowała euforia podkreślona gromadnym pogo. Po drugim – „Passangers Feelings” – euforia była nawet większa, bo pogo przeniosło się na wspomniany wybieg, który zaczął reagować jak wielka trampolina. A po trzecim numerze – już dokładnie nie pamiętam jakim, ale najprawdopodobniej było to „Foto” – wypadł zza kulis mistrz Szajna, machając rękami i domagając się przybycia milicji.

I tyle było tego koncertu. Odcięto prąd, zapaliło się światło. Kurtyna. 

Nie wiem, jak zareagowali ludzie, bo musieliśmy zejść ze sceny. Słyszeliśmy jakieś krzyki, odgłosy ganianiny po sali, podobno rzeczywiście przyjechała milicja. Wiem, że potem koncertów rockowych w Studio już nie organizowano. I że na przestrzeni lat spotkałem wiele osób, które mówiły mi – w tonacji zadowolonej – że tam były. Czyli że widownia z czasem rośnie i dziś sięga tysięcy. Tak się przechodzi do legendy [śmiech].

Dodam, że cały koncert został zarejestrowany na taśmie filmowej, bo Henryk Gajewski miał kamerę i jej użył. Tyle, że za żadne skarby nie chce materiału udostępnić. Nie znam jego motywów, bo on nie dyskutuje na ten temat. Nie i już. Tylko chwilka, kilkanaście sekund, przeciekło do filmu Punk In Poland”. Szkoda.

wysłuchał Jan Skaradziński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *