Orthodox: Mój pamiętny koncert

Anja Orthodox o koncercie Closterkeller w Środzie Śląskiej 26 lipca 2014

 

O jeden Orthodox Lux za daleko

Zawsze chwalę zawód muzyka rockowego choćby z tego względu, że picie w pracy nie tylko jest dopuszczalne, ale czasem bywa wskazane…

Ten koncert wypadł akurat w dzień moich imienin, co nie uszło uwadze fanów wiedzących, że są alkohole, które lubię. Na przykład drink Orthodox Lux – czyli Martini Bianco z tonikiem i cytrynką. No i dostałam takowy w porcjach dwa razy po butli plus oczywiście reszta. Siedziałam z nim w garderobie w towarzystwie jedynie kierowcy, bo reszta rozstawiała graty. Uśmiechałam się do tych płynów, one do mnie, ale przecież sama pić nie będę, zresztą alkohol mi raczej szkodzi na scenie niż pomaga, więc zazwyczaj nie pijam, zwłaszcza jeśli jest tak piekielnie gorąco, a był po prostu żar, mimo że robiło się już po 21. Ale kierowca zauważył moje wahanie: „A co sobie będziesz żałować, jeden nie zaszkodzi”. Rzeczywiście… grzech było nie spróbować. Zaatakowałam butlę, drink okazał się genialnie dobry. No to żeby nie był samotny, z miejsca zapewniłam mu towarzystwo kolegi-bliźniaka. I poczułam się fajniej, nawet zrobiło mi się ciut głośniej. A skoro tak, poleciał jeszcze trzeci. W tym czasie słyszę, że zespół zaczyna „W moim kraju”, który ze swoim rosnącym intro świetnie nadaje się na otwarcie. Pospieszyłam zatem w kierunku sceny, choć trochę zaniepokoiło mnie, że z ledwością się na nią wdrapałam. Ale ponieważ zawsze ganiłam muzyków za picie, postanowiłam udawać, że nie jestem znieczulona i wszystko ze mną w porządku. Tymczasem już w tym wyjściowym „W moim kraju” obcięłam refren, niepotrzebnie przyśpieszając. Ale zespół jakoś to nadgonił. OK, jedziem dalej. Jednak w drugim numerze – „Między piekłem a niebem” – też coś strasznie schrzaniłam. O cholera…

Podsumowuję sytuację – mam zrytą czachę, mylę się, a do tego leje się ze mnie pot, bo nadal jest gorąco (dlatego w rozpaczy nie założyliśmy z Zuzą [Jaśkowiak, gitarzystką] staników). Dzika panika. Ale zaraz pomyślałam, że jak się bardzo postaram, to dotrwam do końca. Może nikt nie pozna, w jakim znalazłam się stanie. I koncert potoczył się już chyba nawet bez wpadek, a na pewno takich wpadek. Tyle że w zapowiedziach byłam wesolutka, bardziej niż zwykle rezolutna, taka „hej do przodu”. W przerwach bawiłam się dobrze i ludzie na widowni też, ale podczas utworów w mózgu miałam piekło z przerażenia co też jeszcze mogę spierniczyć i jaka będzie wtopa. Po prostu tamte dwie wpadki wpędziły mnie w obłęd, który nie odpuszczał.

Przed bisami wjechał – jak imieniny to imieniny, sami rozumiecie – tort. I ja prosto w niego pyskiem… Nie, nie poślizgnęłam się – nie przesadzajmy – po prostu widok tortu uruchomił we mnie podświadomie skojarzenia z komediami slapstickowymi. Publiczność była zachwycona i zaintonowała mi piękne „Sto lat”. A potem zaśpiewałam bisy z twarzą nie do końca czystą, choć oblizywałam się jak mogłam. Bo byłam głodna. Przed wyjściem na scenę nic nie jadłam ze względu na odchudzanie – ograniczyłam się, jak wiecie, do napojów – co w kontekście pustego żołądka mogło mieć wpływ na mój stan. Dodam, że miałam nadzieję zjeść coś po koncercie, wypatrzyłam budki z fajnym żarciem w typie grillowym, ale jak tam później dotarłam, wszystko było już pozamykane. Tak, to nie był fartowny wieczór…

Kiedy schodziliśmy ze sceny, spodziewałam się opieprzu od zespołu, tymczasem słyszę od Roberta [Kubajka, perkusisty]: „Przepraszam was bardzo, zawaliłem <W moim kraju>”. Na co Zuza: „A ja obcięłam się we wstępie i refrenie w drugim numerze. Sorry”. „Czyli to nie ja?!” – zrobiłam okrągłe oczy. I okazało się, że to inni tak się walnęli. Myślałam, ze ich zabije za… moją traumę.

Przed koncertami naprawdę nie przesadzam z alkoholem, 99 proc. z nich zaśpiewałam na trzeźwo, ale całkiem niedawno, mimo 200 gram, miał miejsce jeden z najlepszych na trasie. Tak więc już sama nie wiem… Powinnam chyba kontynuować testy?

 

 wysłuchał Jan Skaradziński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *