Rezerwat: Mój pamiętny koncert

ANDRZEJ ADAMIAK O KONCERCIE REZERWATU W KLUBIE BISTONA W ŁODZI W RAMACH ROCKOWISKA W LISTOPADZIE 1982

 

Z ogonem i brodą

 

Zagrałem w życiu kilka pamiętnych koncertów, ale ten był najbardziej pamiętny z nich.

Wtedy Rezerwat w ogóle debiutował przed publicznością. I od tego występu zależała jego przyszłość – albo ludzie kupią kapelę, albo do widzenia. Z czego zdawaliśmy sobie sprawę, więc ćwiczyliśmy od pół roku i program mieliśmy obkuty na blachę (Estrada Łódzka, która nas zatrudniła do nagrania bajek, nie protestowała, kiedy poza tym graliśmy sobie co chcieliśmy). Tak się jednak złożyło, że kasetę zgłoszeniową na Rockowisko dostarczyliśmy po terminie, na co przymknięto oko w drodze wyjątku tylko dzięki wrażeniu, jakie ona wywarła. Tyle, że cenzor zakwestionował tytuł piosenki „Moskwa”. Zaznaczył, że może być każde inne miasto, byle nie to. „Tak? To niech będzie «Paryż»” – odpowiedziałem ironicznie. No i powstał bezsensowny tekst „Ja chcę posłuchać paryskich kurantów”… 

W każdym razie przed konkursem było nerwowo. Pamiętam, jak nasz gitarzysta pytał przed losowaniem kolejności: „Co będzie, jak będziemy szóści?”. Odpowiedziałem z pewnością w głosie: „Nic. I tak wygramy”. Zdaje się, że rzeczywiście graliśmy jako szóści, no i na pewno wygraliśmy [śmiech]. Bo jak wyszliśmy na scenę – trema uleciała. Rezerwat to był mój zespół, a że miałem pewną minę, ta pewność udzieliła się kolegom. Można powiedzieć, że podwoiłem w nich chęć (wy)grania. No a generalnie mieliśmy po dwadzieścia lat i byliśmy bardzo młodzi…

Zagraliśmy „Cywilizacje”, „Obserwatora”, „Modlitwę (o więź)” i „Moskwę”, czyli „Paryż” – numery, jak przystało na rock’n’rolla, na kilku akordach, ale rozbudowane harmonicznie. Nowofalowe, ale – jak mówiono – z romantyzmem w tle. Konkurencja – z całym szacunkiem – nie miała szans, a jako faworyta powszechnie wymieniano Kontrolę W… Można powiedzieć, że furtkę, którą był ten konkurs, otworzyliśmy kopniakiem. Pamiętam, że  przy „Obserwatorze” dzieciaki na widowni zareagowały histerycznie, jak na Beatlesach, za to przy „Modlitwie” w sposób bardzo dojrzały (miałem na sobie do dżinsów długą białą koszulę, która mogła się kojarzyć z komunią, co spotęgowało nastrój tego utworu). W pewnym momencie już nie wytrzymałem i w ostatniej zwrotce dałem spokój z Paryżem i zaśpiewałem jak być powinno – Moskwa. Chyba dlatego później dostaliśmy ogon. Na następnym koncercie, na Lumumby w Łodzi – to było wtedy, kiedy umarł Breżniew – towarzyszyli nam tacy niby koledzy, „fani”, ale wiele wskazywało, że donoszą gdzie trzeba. Kto wie, może nawet byli na etatach… Bo trzeba pamiętać, w jakich to działo się czasach.

Rockowisko było wówczas najważniejszym konkursem dla młodych kapel w kraju. O czym  świadczy także to, że wśród jurorów znajdowali się Marek Niedźwiecki, Walter Chełstowski, Lech Nowicki i Piotr Kaczkowski. A Kaczkowski, co miało swoją wymowę, chyba dzień potem nadał w Trójce z tego koncertu „Cywilizacje” i coś jeszcze. Bo koncert został nagrany. Ale taśma się nie zachowała, w każdym razie ja jej nie posiadam. Szukałem i nie znalazłem. Pewnie ktoś zarąbał. A może leży gdzieś nieopisana?

Krótko przed Rockowiskiem spotkałem w autobusie Irka Kowalewskiego, kierownika klubu Bistona. Widząc mnie z gitarą spytał, co robię, a gdy odpowiedziałem, że szykuję się do Rockowiska, odpowiedział, że i tak nie mam szans, bo właśnie słuchał kasety zgłoszeniowej świetnego zespołu. „A jak się on nazywa?” – zapytałem. „Rezerwat”. „Aha” – odpowiedziałem z miną Sfinksa, nie wyjaśniając niczego więcej. Irek dodał ze śmiechem, że jeśli wygram, to on zgoli brodę. Zdziwił się potem mocno, kiedy ujrzał mnie na scenie z Rezerwatem. Ale brody nie zgolił do dziś. A ciągle ją nosi, teraz posiwiałą. Irku, czekam…

 

wysłuchał Jan Skaradziński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *