Śpiewać każdy może, a Maryla musi

Tego się chyba nikt nie spodziewał – gwiazdy nie zagrają w Opolu. Nie wystąpi Maryla Rodowicz, która miała w stolicy polskiej piosenki świętować kolejny jubileusz. Czasy się zmieniły, bo dawniej nikt na rejteradę artystów by nie pozwolił. Opornych wręcz zmuszano do przyjazdu na festiwal. A jednego z muzyków zaszantażowano, że jeśli nie zagra w Opolu z Marylą, to… popamięta!

Po rozstaniu z Perfectem gitarzysta Ryszard Sygitowicz zacumował w zespole Maryli Rodowicz. Nie był to awans artystyczny, ale pod względem finansowym muzyk na pewno nie stracił na tym transferze. Z piosenkarką nagrał trzy płyty – „Święty spokój”, „Był sobie król” oraz „Gejsza nocy” – i uznał, że już koniec, że już wystarczy. Postanowił rozejrzeć się za nowym zajęciem u kogo innego, zwłaszcza że atmosfera w grupie Maryli zaczęła gęstnieć. Poszło – jak zwykle – o pieniądze. Gitarzyście nie spodobało się to, w jaki sposób matka karmicielka potraktowała zespół. Powiedział więc: „Odchodzę” i dał Rodowicz pół roku na znalezienie zastępstwa.

Dawno minęło te sześć miesięcy, kiedy pewnego razu Sygitowicz odebrał telefon. Telefonowano z ówczesnego Ministerstwa Kultury i Sztuki. Głos w słuchawce zapytał: „Pan Sygitowicz? Mamy pytanie, czy nie zechciałby pan zagrać z panią Marylą Rodowicz na festiwalu w Opolu?”. Muzyk odparł na to, że nie ma takie możliwości – jest zajęty, ma w tym czasie nagrania. Ale rozmówca natarczywie nalegał. „Tak, tylko pani Rodowicz powiedziała, że bez pana nie zagra, a nam bardzo zależy na jej występie”. Kiedy muzyk znowu zaczął się wykręcać, usłyszał: „Panie Ryszardzie, a czy będzie pan u nas zdawał weryfikację?”.

Chodziło o egzamin przed państwową komisją, która decydowała, czy piosenkarz potrafi śpiewać, a gitarzysta grać na instrumencie. Ministerstwo przyznawało muzykom różne kategorie estradowe, którym odpowiadały sztywne wstawki za koncert. Kto nie zdał egzaminu, nie był profesjonalistą, więc na scenie zarabiał grosze. Akurat anulowano stare weryfikacje i przyznawano nowe, ale żeby dostać uprawnienia, trzeba było zdać egzamin. Sygitowicz zbladł, ale liczył, że zostanie potraktowany ulgowo, a licencję otrzyma zaocznie. W końcu świetnie grał na gitarze, nagrał mnóstwo płyt, dał jeszcze więcej koncertów. Głos w słuchawce ubolewał, że chyba nic nie da się w tej sprawie zrobić, że teraz wszystko w rękach muzyka: „No nie wiem, nie wiem… A może pan się jeszcze zastanowi, może pan zagra z Marylą w Opolu?”. Gitarzysta nie dał się namówić, nie przyjechał do Opola, choć Maryla na niego liczyła, a ministerstwo nalegało.

Szantaż się więc nie udał, za to zemsta była słodka. Sygitowicz stanął przed komisją i wprawdzie bez problemu poradził sobie z częścią praktyczną egzaminu, za to, niestety, oblał z teorii. „W której kompozycji Chopin zacytował kolędę?” – padło pytanie z sali. Maryla pewnie by wiedziała…

 

Konrad Wojciechowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *