Ocena redakcji

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Nocna jazda do krainy łagodności

Linia Nocna, „Znikam na chwilę”, Agora

 

Chyba każdy przynajmniej raz w życiu miał okazję wracać z pracy albo z jakiejś imprezy nocnym autobusem. I jakie wrażenia? Podróże kształcą, a szczególnie te pod osłoną nocy, więc kolekcjonerzy atrakcji pewnie mają co opowiadać po takich autobusowych eskapadach. Linia Nocna też startuje po zachodzie słońca, ale dostarcza tylko albo aż wrażeń muzycznych.

Nie przeczę – połknąłem PR-ową przynętę, kiedy wokalistka Monika Wydrzyńska z producentem Mikołajem Trybulcem (bo ten duet składa się na Linię Nocną) wystosowali do mediów zaproszenie na wieczorną przejażdżkę wynajętym autobusem miejskim ulicami Warszawy. Piątek wieczorem to doskonała pora, aby poluzować śrubki w kolanach i ugiąć nogi pod przyjemnym ciężarem onirycznej muzyki. Linia Nocna pod szyldem N1603 co pół godziny zabierała chętnych spod Ratusza i zawoziła na Powiśle, aby każdy, kto na tę wyprawę się załapie, mógł poczuć się jak bohater z klipu do piosenki „Nad Wisłą”. Tak, tak, akcja teledysku rozgrywała się w środku stołecznego autobusu – już po zmierzchu.

Pomysł z eventem w autobusie (artyści pozowali do zdjęć, podpisywali płyty, zagrali krótki akustyczny set i gościli na pokładzie znajomych z klipu) był bardzo oryginalny – nie przeczę. Bo ileż razy można oglądać pod naszą szerokością geograficzną zespoły małpujące po Beatlesach koncerty na dachu – dworca, cepelii etc.? No właśnie, to już obrzydło. Ale Linia Nocna nie zasługuje na uwagę wyłącznie przez wzgląd na śmiały happening. Bo muzycznie na albumie „Znikam na chwilę” dzieje się wiele dobrego.

Skoro okładka jest unurzana w czerni, a litery tytułu płyty rozsypane po tym ciemnym tle jak gwiazdy na atramentowym nieboskłonie, to i muzyka musi być – no właśnie, jaka? Mroczna? Nie – to nie Closterkeller! Refleksyjno-pompatyczna? Też nie, to nie Edyta Geppert z Michałem Bajorem. No dobrze, skoro już szukamy adekwatnych epitetów to może: delikatna, zwiewna, romantyczna, rozpoetyzowana… Nie za słodko? Ależ te komplementy wcale nie są na wyrost.

Oczywiście co kto lubi. Mnie taka elektroniczna dawka nienachalnych dźwięków przypasowała. Nie są to wprawdzie wyżyny nastrojowości jak u Dead Can Dance, ale też potencjometry nie zostały rozkręcone do oporu, jak ma to czasami miejsce u Öszibaracka, gdzie w tej falującej sinusoidzie spokój sąsiaduje z hałasem, a porządek z chaosem.

U Moniki i Mikołaja proporcje muzyczne są wypośrodkowane, ale wcale przez to nie robi się przewidywalnie. „Plan” został rozrysowany przy pomocy dźwięków płynących z fortepianu i ma aspiracje erotyku, w którym artyści nie epatują jednak nieprzyzwoitymi scenami. „Gdzie jestem ja” to totalnie inny klimat – tu króluje dyskotekowy beat, ale impreza, na którą zostaliśmy zaproszeni, w niczym nie przypomina topornej potańcówki w przydrożnej remizie strażackiej. A „Na jeden dzień” zabiera nas (no dobrze, mnie) do krainy łagodności, do jakiegoś lepszego świata – zwrotki są wyściełane pastelowymi dźwiękami, a refren daje kopa w tyłek do życia. Taka afirmacja (nie)codzienności.

Są goście – w „Tak jak my” słychać Buslava, który też robi w elektronice, popie i poezji. Jest tu ciekawym dodatkiem, nawet wokalem wspierającym, na pewno nie kwiatkiem do kożucha. Swoją obecność w kawałku „Nad Wisłą” zasygnalizował Kuba Sienkiewicz, ale jego rola została bardzo okrojona, do epizodu, a nawet sampla. Frontman Elektrycznych Gitar odzywa się szlagwortem z jeden ze swoich najsłynniejszych piosenek: „Jestem z miasta”, co fajnie harmonizuje z przekazem tej nadwiślańskiej piosenki o oglądaniu obcych twarzy w metrze podczas miejskiej włóczęgi.

Jest i cover – przeróbka przeboju grupy DAAB „W moim ogrodzie”. Z reggae’owej piosenki Linia Nocna przeformułowała ją na lekkie electro z pogłosami. Metamorfoza chyba udana, choć wolę oryginał i nie jestem zachwycony nową wersją, nie zaprzeczając jednak, że głosu Moniki słucha się z niekłamaną przyjemnością.

Uwagi, pretensje, reklamacje?            Może tylko takie, że za mało tu wyróżniających się/wyrazistych kawałków, które będą headlinerem płyty w radiu. Płytę z pewnością pociągnie „Znikam na chwilę”, „Nad Wisłą” i… „W moim ogrodzie”? A co z resztą? Nie rozproszą się w zbiorowej pamięci słuchaczy jak wspomniane gwiazdy przyklejone do przykrytego czarną kołdrą nieba?

 

Konrad Wojciechowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *