Ocena redakcji

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Trzy panie i (nie)męskie granie

Drekoty, „Lub maszyna dzika trawa”, Thin Man Records

 

Żeńskie trio Drekoty wraca po pięciu latach z nową płytą „Lub maszyna dzika trawa”. Oli Rzepce i pozostałym dziewczynom towarzyszą w tym powrocie znamienici goście, m.in. Mikołaj Trzaska, Ziut Gralak i Raphael Rogiński. Warto było tak długo czekać.Ola Rzepka, Natalia Pikuła i Olga Czech uchodzą na naszej scenie muzycznej za osobliwe zjawisko. Przede wszystkim dlatego, że tworzą zespół, w którym nie udziela się żaden osobnik płci męskiej. W dodatku wszystkie trzy panie obsługują instrumenty klawiszowe, co przydaje Drekotom jeszcze więcej egzotyki. Z drugiej strony trudno się dziwić, że mamy oto do czynienia z typowo kobiecym kolektywem, skoro na rynku działa trochę bliźniaczych personalnie formacji – żeby wspomnieć o feministycznym Gangu Śródmieście czy folkowym zespole Sutari, bądź o Pochwalonych (ale one miały jednak w składzie śladowy męski pierwiastek). Drekoty zdumiewają jednak jeszcze z jednego powodu. A mianowicie – twórczość tego zespołu trudno podciągnąć pod znany nam jakikolwiek wzór muzyczny.

Nie inaczej jest w przypadku nowego albumu „Lub maszyna dzika trawa”. Już pierwszy numer na płycie zdradza, że czeka nas wycieczka do ciekawego świata dźwięków. Wstęp gitarowy do „AAA 2” brzmi mocno kwaskowo, jakby swoje partie nagrywał tutaj sam odurzony środkami poszerzającymi percepcję Jimi Hendrix, a nie Raphael Rogiński, który owszem grywa blues w Wovoce, ale też siedzi głęboko w muzyce żydowskiej i free jazzie.

Mamy więc odblask rocka w „AAA 2”, czuć triphopowy klimat w „Jodze strachu” czy „Wulkanie”, „Spacer” jest erupcją free jazzu i tylko wybrany na singla „Troskliwy” został skrojony pod gusta konwencjonalnego słuchacza, któremu ażurowa elektronika nie zakłóci niedzielnego poobiedniego wypoczynku. Co ciekawe to jedyny na płycie utwór napisany od A do Z przez główną wokalistkę Drekotów Natalię Pikułę. Ola Rzepka napisała muzykę i słowa do pozostałych piosenek.

Kawałki z płyty „Lub maszyna dzika trawa” nie nadają się do komercyjnego radia. Nie wykona ich też nigdy przyszła gwiazda talent show na żadnym etapie programu. Ale to nie szkodzi, ponieważ Drekoty odpychają od siebie świat prostej rozrywki. Teksty są eskapistyczne, może momentami dystopijne („Wulkan”), epatują turpizmem („Ruptura”), a wszelkie zabawy słowne (jak te w „Spacerze”) potwierdzają wcale nie tak znowu dalekie artystyczne pokrewieństwo Rzepki i Grzegorza Ciechowskiego z czasów wczesnej Republiki. Liderka Drekotów chce być jednak oryginalna i demonstruje, że wykształciła własny język literacki. Oto próbka: „Rozgwieżdżone niebo / Nie nuży / Broczymy tymi samymi / Kolorami”. Jak słucham Rzepki i jej piosenek, takich jak choćby „Nigdy”, przychodzi mi na myśl płyta Karoliny Cichej „Miękkie maszyny”, na której też cała orkiestra dziwnych instrumentów stwarzała dziki nastrój, a teksty idealnie sklejały się z nieoczywistą muzyką.

Warto jeszcze docenić wkład zaproszonych gości. Mikołaj Trzaska szaleje w „Spacerze”, a jego kaskadowe riffy w przemyślany sposób wypełniają frazy, kiedy stygnie głos Natalii. Gralak wpasowuje się z kontemplacyjną solówką w „Jodze strachu”, jakby nie grał tylko medytował – ach, robi się tak błogo, jakby słuchało się kompozycji YeShe. O Rogińskim była już mowa, ale trzeba też pochylić głowę z uznaniem nad jego natchnioną grą na gitarze w „Nic”. Ten kawałek to mój osobisty faworyt – mroczna poezja przegryza się tu z jasną melodią i mantrowymi zagrywkami, a pośrodku wyrasta przebojowy refren. Gdybym to ja decydował o wyborze singla, nie miałbym wątpliwości, którą piosenkę wskazać jako headlinera, choć wspomniany kawałek przekracza sześć minut, więc nie miałby lekko w walce o uwagę przeciętnego słuchacza.

Zdaję sobie sprawę, że poezja Rzepki nie każdemu podchodzi, bo unika tendencyjnych rymów, banału i operuje wyrafinowanymi metaforami. Ale – jak pisał klasyk – „muzyka jest pokarmem duszy, mądre słowa sycą mózg”. I Drekoty spełniają ten warunek. Mało tego – chciałoby się jeszcze, i jeszcze.

 

Konrad Wojciechowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *