Człowieku, weź się zresetuj!

Ich rap jest niby staroświecki, ale wybiega w przyszłość. Przemyca sporo zwrotów znanych z popkultury, ale odwołuje się też do nordyckiej mitologii. Rahim i Fokus z grupy Pokahontaz twierdzą, że płyta „REset” jest odpowiedzią na to, co dzieje się obecnie na hiphopowym rynku. Tłumaczą również, dlaczego w końcu nagrali kawałek razem z Kalibrem 44.

 

z Rahimem i Fokusem
rozmawia Konrad Wojciechowski

O Waszej nowej płycie „REset” mówi się, że to oldschoolowy album, a Wy tego nie dementujecie. Powiedzcie szczerze: czy wy jesteście ciągle na czasie?

Rahim: – Jakiś czas temu zagraliśmy koncert we Wrocławiu, który otworzył naszą trasę REset Tour i na tym koncercie byli przeważnie ludzie w wieku – powiedzmy – 25 plus. Co w przypadku koncertu hiphopowego w tym kraju stanowi ewenement, bo na występy raperów przychodzą zwykle 16-17-latkowie. Nie trafiamy do pokolenia gimnazjalistów, do których przemawiają młode wilki, i które teraz – jak to mówi Fokus – trzęsą sceną. Ale znajdujemy dla siebie niszę. Słuchają nas ludzie wychowani na hip-hopie, którzy przestali kumać, o co teraz chodzi w tej muzyce. My do nich przychodzimy i mówimy: „Słuchajcie, mamy dla was coś, co się wam powinno spodobać”. A oni wydają się odpowiadać: „Dzięki, czekaliśmy na to”. Nie chcemy ich zostawić na lodzie.

Fokus: – Nie nagrywaliśmy płyty po to, aby ją targetować – zrobiliśmy ją dla siebie i naszych rówieśników. Zawsze staramy się iść do przodu, wyprzedzać trendy, a nie skupiać na codziennych modach. A ten powrót do przeszłości, który słychać na „REsecie” to rodzaj wyrażanego buntu; kontra do tego, co się dzieje obecnie na rynku hiphopowym.

Słuchając płyty, wyłowiłem uchem charakterystyczne dla mijającej epoki frazy: „Demony wojny”, „Houston, mamy problem”. Czy te metafory w świecie, który zapomina dzisiaj o tym, co było wczoraj, są jeszcze komunikatywne?

Fokus: – Porozumiewamy się naszym naturalnym językiem i niczego nie udajemy. Wyobraź sobie kobietę w sędziwym wieku, która ubiera się jak nastolatka. Nie sposób wiarygodnie używać języka gimnazjalistów, skoro się go nie zna.

Rahim: – A poza tym, kto jeśli nie my, ma przypominać o ciekawych zwrotach językowych? Zauważ, jak wiele rzeczy już zostało wypartych ze zbiorowej świadomości. My trafiamy na nie w książkach, które czytamy.

Fokus: – I z racji zboczenia zawodowego od razu notujemy.

Rahim: – Dużo jest takich sformułowań, które są na tyle interesujące, że warto je upubliczniać. Wychodzimy z założenia, że nasi słuchacze to ludzie, którzy zagłębiają się w teksty. I fraza: „Houston, mamy problem” nie spowoduje, że przejdą nad nią obojętnie. Będą dociekać, co to oznacza; po co została użyta. Nawet jeśli są za młodzi i nie skumają od razu, to po którymś przesłuchaniu płyty powiedzą: „Aha, to o to chodziło!”. Korzystanie z tych powiedzonek jest też przeciwwagą dla slangowego języka młodzieżowego, którym porozumiewa się reszta hiphopowej sceny. Skoro robimy sztukę i nic nas nie ogranicza, to dlaczego mamy odcinać słowa, których użycie wydaje nam się stosowne?

Ale czy one nie straciły już terminu przydatności do spożycia?

Fokus: – Długo dorastałem do tekstów zespołów z mojej młodości i w miarę słuchania, coraz szerzej otwierały się przede mną drzwi do zrozumienia tego, o czym oni do mnie mówią. I nie chodzi tylko o hip-hop. Ale też na przykład o Hey, którego słuchałem i do dziś pamiętam jego teksty. Przypominam je sobie i one nabierają nowego znaczenia. Kiedy teraz słucham starych numerów amerykańskich kapel i lepiej znam angielski, okazuje się, że ówcześni dwudziestoletni raperzy nawijali o strasznych bzdurach. To czemu przypisywałem dużą wartość, nagle się zdewaluowało.

A może wy mieliście więcej powodów, żeby wasze kawałki brzmiały autentycznie? Bo jeśli byt określa świadomość, to może określa też drogę artystyczną z jej wszystkimi konsekwencjami? Może wam na tym streecie żyło się mniej komfortowo niż amerykańskim kolegom po fachu?

JUŻ DAWNO CHCIELIŚMY NAGRAĆ UTWÓR Z KALIBREM. TERAZ TEGO DOPILNOWALIŚMY. KALIBROWI TEŻ ZALEŻAŁO.

Fokus: – Nie chciałbym mówić: my byliśmy lepsi. Tak samo jak nie chciałbym się ścigać z młodymi, którzy robią nowoczesny hip-hop. Oni mówią o tym, co ich dotyka, łącznie z wirtualną rzeczywistością, która mocno na nich wpłynęła. To jest świat być może dla nas częściowo niedostępny. I nie wiemy, jak dziś dorasta się w warunkach, kiedy tym dodatkowym wymiarem jest właśnie internet.

Jeden z artystów młodszego pokolenia – Taco Hemingway – śpiewa: „Świat jest wuefem, a ja nie mam stroju”. Podoba się wam ta fraza, tego rodzaju obserwacja? Bo to może jest nowy język, który coś istotnego wnosi do życia rówieśników Taco?

Rahim: – Pytanie, czy młodzi ludzie się nad tym zastanawiają.

Fokus: – Nie odbierałbym młodym ludziom umiejętności rozumienia.

Rahim: – Ale nie chodzi o umiejętność, tylko raczej o chęć.

Fokus: – Czy są refleksyjni?

Rahim: – Trochę tak. Bo w wieku kilkunastu lat człowiek bardziej myśli o imprezowaniu, o high lifie, i żyje, jakby jutra miało nie być. To są myśli przewodnie. Co tu dużo mówić – też mieliśmy takie podejście, mając tyle lat. Mam wrażenie, że Taco trafia do trochę starszego grona od siebie. Zobaczymy, gdzie będzie za parę lat.

Leitmotivem waszej płyty jest wolność. Bo artysta to człowiek lepszego sortu – na ogół robi to, co lubi, nie jest do niczego zmuszany przez rzeczywistość ani nie jest przez nią ograniczany. O takiej właśnie wolności rapujecie?

Fokus: – Wolność jest w głowie każdego z nas. Nie wolno o tym zapominać. Ten dzieciak, który siedzi gdzieś tam w środku, on nagle nie zniknął. Może trzeba mu powiedzieć: cześć; podać rękę? Dlatego m.in. nazwaliśmy płytę „REset”. To że masz rodzinę, dom, kredyt, stałą pracę i myślisz o zmianie samochodu na lepszy, wcale nie musi oznaczać, że ta wolność jest limitowana. Że tego dzieciaka w tobie ma nie być. Wiemy to po sobie. Chodzi o to, żeby się życiu nie poddawać.

To w końcu jak – resetować się w trudnych chwilach czy nie? Bo reset to pójście na łatwiznę. Pamiętam ze szkolnych lat i zajęć informatyki, że tak zwane twarde resetowanie systemu było surowo wzbronione. A dziś – chyba nadużywamy tego resetowania, bo nie chce nam się przyswajać wiedzy pamięciowej. To dobrze czy źle?

Fokus: – Nasza pamięć robi się zewnętrzna. To czego nie potrzebujesz zapamiętywać, jest w chmurze. Dlatego nowe pokolenia trochę głupieją. Nie muszą wszystkiego zapamiętywać, bo wszystko mają pod ręką, na jedno kliknięcie. Po co wkuwać datę bitwy pod Grunwaldem, skoro w każdej chwili można to sprawdzić. Internet dla młodych jest kalkulatorem używanym kiedyś przez nasze pokolenie, które – aby nie podliczać słupków na kartce – mogło skorzystać z tej drogi na skróty. Ja wiem, jak to wszystko brzmi – jakbyśmy byli starymi, przyciśniętymi siłą wieku emerytami, którzy mówią, że młodzi niczego dziś nie rozumieją. Ale to nieprawda, oni po prostu inaczej postrzegają rzeczywistość.

Rahim: – To o czym mówisz, wynika też z natłoku informacji. Kiedyś zdobywało się wiedzę za pośrednictwem książek, na lekcjach, dzięki zasłyszanym historiom. A dzisiaj dostajesz dziennie milion różnych informacji ze wspomnianej chmury, z tej zewnętrznej pamięci. Musisz je filtrować, bo nie wszystko trzeba utrwalać. Wiadomo, że jeśli masz do załatwienia w tygodniu sprawę w urzędzie, trzeba to sobie zakodować. Ale datę ważnej bitwy można sprawdzić, po co więc zaśmiecać sobie pamięć?

Fokus i Rahim. Fot. Łukasz Siekanowicz

Na waszej płycie znalazł się utwór „Czarne lustra”, który tytułem nawiązuje do słynnego brytyjskiego serialu fantastycznonaukowego. Czy to wasz komentarz do tematu nowych technologii oraz wizji coraz bardziej odhumanizowanej przyszłości, jaka czeka naszą cywilizację?

Rahim: – Dobrze to rozszyfrowałeś. Celowo nie zmienialiśmy tytułu, poza jedną literką. Żeby osoby, które znają ten serial – a swoją droga, on się nam bardzo podoba – kojarzyły, że to stąd właśnie płynie inspiracja. Podobny numer nagraliśmy przeszło dziesięć lat temu – nazywał się „Cyfroni”. I tam trochę prognozowaliśmy, że internet, smartfony i cała reszta tych technologicznych zdobyczy, zaczyna sterować naszym życiem. Ci, którzy są z nami od lat, mówią że „Czarne lustra” to „Cyfroni 2”. Wtedy to była zabawa w przewidywania, jakbyśmy pisali scenariusz kolejnego odcinka tego serialu. A teraz tylko komentujemy rzeczywistość. Nie chcieliśmy nikogo oceniać ani kadzić – to jest złe, zostawcie ten telefon, wyjdźcie na podwórko, tam też jest drzewo, z którego można spaść. Ktoś za dwadzieścia lat tego posłucha i powie: „No rzeczywiście, tak kiedyś było. Dziś to nie do pomyślenia”. A świat będzie już w zupełnie innym miejscu. Może wtedy napiszemy trzeci kawałek na ten temat.

Strach się bać tego, co nas czeka, czy trzeba otworzyć się na nowe i nie panikować?

Fokus: – Jestem pozytywnie nastawiony. Co prawda są technologie, które mają ukierunkowanie wojskowe i potrafią bardzo szybko unicestwiać ludzi. Mam na myśli drony małej wielkości zdolne wylądować na czole człowieka i zdetonować ładunek wybuchowy. I wyobraźmy sobie teraz chmarę takich dronów – autonomicznych, sterowanych sztuczną inteligencją, które w jednej chwili unieszkodliwiają wybraną grupę społeczną. Ta technologia może być przerażająca. Jestem jej fanem, pod warunkiem, że przydaje się człowiekowi w życiu codziennym. Dlatego mówię: tak, niech się dzieje, niech to się nakręca, szybciej! Chciałbym zobaczyć jeszcze za mojego życia na przykład latające samochody.

To się powoli dzieje na naszych oczach, trochę jak samospełniająca się przepowiednia, wizualizowana choćby przez George’a Lucasa w „Gwiezdnych wojnach” czy Ridleya Scotta w „Łowcy androidów”, choć nie wszystko się sprawdziło. Bo nie ma jeszcze androidów, nie ma latających samochodów. Nawet Orwell się pomylił, prognozując pod koniec lat 40. jak będzie wyglądał „Rok 1984”.

Fokus: – No tak, bo te wszystkie utopie czy dystopie to szkice oparte na jednym pomyśle. Podobnie jest z odcinkami „Czarnych luster” – one też przedstawiają jakąś wizję tego, co nastanie, a która sprowadza się do jednego wyobrażenia. Ale ta ekranowa przyszłość toczy się w rzeczywistości. Już sztuczna inteligencja gra na giełdzie i w to są wkładane ogromne pieniądze. Moja dziewczyna ciągle mnie pyta: „Po co ty oglądasz tę fantastykę? Przecież to jest głupota!”. Ale tak naprawdę to są pewne modele pojęciowe, które gimnastykują nasze umysły i przygotowują je na przyszłość.

Rahim: – Zawsze jak rozmawiamy o postępie technologicznym, przypomina mi się teoria względności Einsteina. To klasyczny przykład geniuszu, który zmienił całą rzeczywistość i zrobił coś dobrego dla ludzkości. Ale w złych rękach ta sama teoria staje się śmiertelną bronią. I tak jest z każdą rzeczą – zależy do kogo ona dotrze i kto będzie nad nią sprawował kontrolę.

SŁUCHAJĄ NAS LUDZIE WYCHOWANI NA HIP HOPIE, KTÓRZY PRZESTALI KUMAĆ, O CO CHODZI W TEJ MUZYCE. NIE CHCEMY ICH ZOSTAWIĆ NA LODZIE.

Z jednej strony igracie z przyszłością, a z drugiej – jak w kawałku „Niflheim” – grzebiecie się w przeszłości, tradycji. Skąd pomysł wykorzystania nordyckiej mitologii?

Rahim: – Większość superbohaterów z komiksów Marvelowskich to postacie trochę zasięgnięte ze skandynawskich mitów. Dużo jest tych zapożyczeń. Nie wiem dlaczego akurat z nordyckiech legend – może rzymskie i greckie są już wyeksploatowane? W krzyżówkach zawsze pojawiał się albo grecki bóg wojny, albo rzymski. Nigdy nie widziałem tam nordyckiego. Pewnie dlatego, że to było obce nam kulturowo. Ale cały świat Tolkiena jest budowany w oparciu o legendy rodem ze Skandynawii. „Gra o tron” też o nie zahacza.

Fokus: – Przecież większość sceny metalowej na świecie jest pochodzenia skandynawskiego. To nie trafia może do mainstreamu, bo nie wszystkie rzeczy są dla mainstreamu. On jest łatwy, przyjemny i dostępny dla każdego, bo taki ma być. Wtedy człowiek nie zadaje pytań – ma tylko kupować, konsumować.

Mitologia grecka jest komercyjna i podręcznikowa, a skandynawska – to przed chwilą ustaliliśmy – daleka od mainstreamu, komiksowa, a nawet cyfrowa. Też dostrzegacie tę różnicę?

Rahim: – Mam wrażenie, że mitologia rzymska i grecka są bardziej przyziemne. Mimo że tam występują bogowie i herosi. A jak poczytasz mitologię nordycką, to się okazuje, że tamten świat jest zupełnie odrealniony. Już sam fakt istnienia wielu krain, które zamieszkują różne postacie, jest trochę poza percepcją przeciętnego człowieka. Byliśmy jakiś czas temu na Islandii, gdzie graliśmy koncert. Posłuchaliśmy tamtejszych ludzi i oni nadal wierzą w elfy i orków! Ale to nie jest kult. Oni przypisują konkretne wydarzenia działaniu tych istot.

Fokus: – Przypominam sobie taką sytuację – nie ma przejazdu, bo droga nie została zbudowana. A to dlatego, że miała przecinać teren, na którym egzystowały elfy. Zgody na budowę nie wydał islandzki sąd – bo to mogłoby zdenerwować elfy, w które wierzy 80 proc. mieszkańców Islandii.

Wy jednak jesteście chyba mocniej przywiązani do mitologii greckiej, bo na płycie pojawiają się aluzje do wędrówki Odysa i syreniego śpiewu, który miał go odwieść od powrotu do Itaki. Pozostajecie więc w służcie oklepanej tradycji, czyli – wychodzi na to że – naprawdę jesteście oldschoolowi.

Fokus: – Bo to jest uniwersalny punkt odniesienia. Jak ktoś przekazywał komuś z pokolenia na pokolenie różne historie, używając takich właśnie porównań, to nie ma co się dziwić, że one dzisiaj są zrozumiałe. Jeśli chcę czegoś od drugiej osoby, muszę się porozumiewać jej językiem. Mówić pewnym systemem wartości.

Z Kalibrem 44, który gościnnie zaśpiewał tu w kawałku „404” też podzielacie jeden system wartości? W końcu i oni, i wy mieliście duży wpływ na początek i kierunki rozwoju hip-hopu w Polsce. No to mamy kolejny powrót do przeszłości, no dobrze – do korzeni. Ten powrót był i im, i wam potrzebny?

Fokus: – Już dawno chcieliśmy nagrać utwór z Kalibrem, byliśmy nawet umówieni na poprzedniej płycie, ale z różnych względów – może właśnie z powodu pędzącego życia – to się nie udało. Teraz tego dopilnowaliśmy. Kalibrowi też zależało.

Rahim: – Ale numer „404” niósł na sobie krzyż, jeszcze zanim powstał. Długo szukaliśmy klucza, o czym to ma być. Zebrały się cztery tęgie głowy, główkowały, ale nie udawało się wymyślić czegoś, co wszystkich usatysfakcjonuje. Zmieniliśmy więc klucz poszukiwań: skoro jest nas czworo, to znajdźmy coś związanego z czwórką. Fokus wypisał listę – od czterech jeźdźców apokalipsy, na czterech porach roku kończąc. Ale wszystko wydawało się za bardzo wyświechtane albo zbyt patetyczne. I nagle w studiu padło hasło „404” – od słynnego internetowego błędu, który nie pozwala nawiązać kontaktu z serwerem. Od tej pory numer zaczął się budować. Wymyśliliśmy zwrotki, ale została dziura na refren i nikt nie widział, co z tym zrobić. A później przychodziły błyski myślowe i konstrukcja się zaczęła wypełniać. Dostaliśmy od Magiery świetny bit. Dwadzieścia lat temu dalibyśmy się pociąć za taki bit, ale nikt z nas wtedy nie robił takich bitów. Puściliśmy go Kalibrowi i już byliśmy w zasadzie dogadani. Nawet Trójka gra „404”. A to już coś.

rozmawiał Konrad Wojciechowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *