Dylan to nie jest muzyka pod grilla

Była płyta z piosenkami Dylana, potem z Joni Mitchell, teraz jest znowu Dylan – „Zwykły włóczęga”. Fakty są takie, że Martyna Jakubowicz ostatnimi laty skoncentrowała się na nagrywaniu piosenek cudzych. Ale zapowiedzi, przynajmniej wstępne, obejmują plany nagrania już twórczości własnej wokalistki. Zresztą przeczytajcie…

z Martyną Jakubowicz
rozmawia Jan Skaradziński

Płyta „Zwykły włóczęga” powstała z miłości czy na zlecenie? Oczywiście znam twoje gorące nastawienie do Boba Dylana, ale pytam trochę wywoławczo, bo wiem, że to nie ty wpadłaś na pomysł tego albumu.

Tak, wpadła wytwórnia. Ale jakbym nie chciała go robić, to bym nie zrobiła.

Jak się ma ten projekt dylanowy do poprzedniego, „Tylko Dylan”, bo pierwszą płytę z piosenkami Dylana w przekładach Andrzeja Jakubowicza nagrałaś już przed trzynastu lat?

Trudno mi powiedzieć, jak się ma. Nad takimi kwestiami nie specjalnie się zastanawiam. Ja po prostu kocham Dylana, który w „międzyczasie” – czyli między pierwszą a drugą moją z jego piosenkami płytą – dostał literacką nagrodę Nobla, więc może na tej fali płyty sprzedadzą się lepiej. Chociaż tak naprawdę nie wydaje mi się, bo w Polsce Dylan był i pozostał postacią raczej niszową. Znaną, ale czy popularną? Postacią naprawdę popularną z tego kręgu był i pozostał Leonard Cohen. Płyta „Tylko Dylan” to aranżacje Bartka Straburzyńskiego i gra Voo Voo (bo nie wyobrażałam sobie, by weszli do studia sidemani i zagrali w sposób satysfakcjonujący), a ja jestem tylko wokalistką. Tymczasem „Zwykły włóczęga” jest bardziej moim Dylanem, choć wielkie zasługi ma gitarzysta Darek Bafeltowski, z którym współpracuję od wielu lat. Darek zna mnie na tyle, że wie, co jest możliwe przeze mnie do zaakceptowania, a co nie. Tak czy inaczej zawsze wychodziliśmy od melodii z gitarą, a dopiero potem dokładaliśmy resztę.

Miałaś wpływ na wybór piosenek? Na „tamtym Dylanie” zmieściłaś jego największe przeboje typu „Knockin’ On Heaven’s Door”, a tu takich nie ma.

Mam wpływ na wszystko, co dotyczy mojej osoby w sensie doboru repertuaru czy muzyków. Tutaj chciałam pokazać Dylana od samych jego początków; to, jak budował siebie. Stąd z jednej strony ballady z gitarką, z drugiej country, z trzeciej „Polityczny świat”. Ale Dylan ma tyle twarzy, że w pełnym spectrum nie da się go pokazać na jednej płycie. Najpierw był chłopcem, potem balladzistą, rock’n’rollowcem, freakiem itd. Andrzej Jakubowicz tłumaczy Dylana odkąd został studentem anglistyki, czyli od bardzo dawna, i w komputerze ma przełożonych ze sto jego tekstów. Jedyne rzeczy, które rzeczywiście zrobił na moje zlecenie, bo dość świeżo znalazłam je w sieci, to „Śliczny gładki” i „Skąd tyle zmian”. Wiesz, mnie nie odpowiada „Knockin’ On Heaven’s Door” w wykonaniu Guns N’ Roses, po prostu tego nie słucham i już. Powtarzam – chciałam zrobić swojego Dylana.

Miałaś wzgląd na to, że teraz Dylana przerabia się u nas licznie, niemal masowo?

Zupełnie nie miałam. Nie słuchałam tych płyt. Dylan interesuje mnie tylko jako Dylan.

W twoich działaniach jest element propagatorski?

Trudno powiedzieć… Nie sądzę. Teraz jest taki dostęp do wszystkiego, zwłaszcza dzięki YouTube’owi. Ale coś w rodzaju propagowania – a raczej powiedziałabym, że zanęcania – było w przypadku płyty „Burzliwy błękit Joanny” z piosenkami Joni Mitchell.

Dylany, Mitchell, do tego na już autorskiej płycie „Prosta piosenka” m.in. „Ja płonę” z pamiętnej sesji „I Ching” z lat 80., do tego udział w koncertach pamięci Grechuty, Ewy Demarczyk, Nalepy w ich repertuarze. W XXI wieku rozsmakowałaś się w coverach. W XXI wieku wydałaś więcej płyt „cudzych” niż swoich.

Dajesz do zrozumienia, że sama już nie mam nic do powiedzenia? [śmiech]. Nie, ja jestem szczęśliwa, że mogłam zrobić te płyty z Dylanem i Joni, a ktoś się podjął ich wydania, co w kapitalizmie przecież jest szczególnie ważne. Nie mam problemów z robieniem nowej muzyki. Ale jej robienie i wydawanie jest w dzisiejszych czasach trudne, bo ludzie chcą mieć coś pod grilla, najlepiej w typie „Czterech osiemnastek w samochodzie”. Oglądam czasem kanał disco polo z muzą, którą ludzie masowo kochają. Pytanie na dziś brzmi: po co mam robić swoją autorską płytę? Oczywiście, niektórym moje piosenki pasują, ale jest to grupa niszowa.

Tak po pierwszym Dylanie, jak i po Mitchell już nie planowałam następnych coverowych wydawnictw. Ale się zdarzyły. I fajnie.

Odwróćmy sytuację z coverami, bo na płycie „Te 30-te urodziny” znajduje się przecież przyjemny zestaw twoich własnych piosenek w cudzych wykonaniach. Wysuniesz którąś przed szereg?

Budynia z Pogodno [„Trzech złych małych chłopców” ], bo mnie absolutnie zaskoczył. Ale Lipa fajnie zaśpiewał, Ela Adamiak dla odmiany tak po swojemu – wszyscy fajnie te numery zrobili. Słuchałam z ciekawością i przyjemnością, naprawdę.

No dobrze, pora na pytanie w tym kontekście oczywiste – będzie płyta z nowymi piosenkami Martyny Jakubowicz?

Trudno mi powiedzieć, ale pomysłów mam sporo. Od dość dawna chodzi za mną pomysł płyty do tańca – jeszcze dokładnie nie wiem w jakiej formule chciałabym ją zamknąć, przy czym oczywiście nie chodzi o elektroniczną. Chciałabym, żeby ludzie nie tylko przychodzili na koncerty i słuchali muzyki, bo tak było zawsze, ale by teraz przyswajali ją również za pomocą ruchu. Uważam, że jest do tego dobry moment. Po głowie chodzi mi również blues, ale to jest śliski grunt, ponieważ – wbrew temu, co się mówi – tak naprawdę nigdy nie grałam bluesa. W każdym razie nie kręci mnie blues elektryczny. Ale gitara bluesowa w brzmieniu połączona z różnymi instrumentami ludowymi, co już spróbowaliśmy na płycie z Joni Mitchell – czemu nie? Lubię eklektyzmy. One mnie kręcą.

Ale ludzie na koncertach spodziewają się od ciebie i tak „Domów z betonu”, prawda?

A wiesz, że dla młodszych to po prostu jeszcze jedna piosenka w repertuarze, nie więcej. Czas zapalonych zapalniczek, wspomnień po łzy wzruszenia, chóralnego śpiewania refrenów jakiś czas temu minął. To chyba kwestia pokoleniowa. Młodsi oczekują ode mnie raczej coś Joni Mitchell, naprawdę, może teraz będą chcieli Dylana. Ale oczywiście muszę zagrać też coś dla starszych fanów, w nagrodę że wypełzli z domu spod pledu i sprzed telewizora.

rozmawiał Jan Skaradziński
Fot. Jacek Poremba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *