Od gimnazjum do heavy metalu

Krzysztof Sokołowski przez kilka lat łączył zawody nauczyciela i muzyka. Wokalista zespołu Nocny Kochanek tygodniami stawiał czoła prozie życia, jak w kawałku „Poniedziałek”. Cieszył się, gdy nadchodził „Piątunio”. Z początkiem nowego roku szkolnego opowiada nam, nad którą grupą łatwiej jest zapanować: podchmielonych studentów na juwenaliach czy nastolatków w szkole. W rozmowie zastanawiamy się także m. in. na ile sposobów można zdradzić metal i czy w polskiej muzyce nadszedł czas szydery.

z Krzysztofem Sokołowskim
rozmawia Paweł Lewandowski

Sesja zdjęciowa w koszulkach z wizerunkami Britney Spears, N’Sync, Justina Biebera, Modern Talking i George’a Michaela. Na twarzach makijaże jak u członków kapeli blackmetalowej. Do tego klip z czerwonowłosym Michałem Wiśniewskim. Czy da się jeszcze bardziej zdradzić metal?

Na pewno, chociaż w odczuciu wielu „prawdziwych” metalowców poszliśmy praktycznie w disco polo. Sam tytuł naszej ostatniej płyty „Zdrajcy metalu” w pewnym sensie określa nas samych, a tak naprawdę dajemy pstryczka w nos tym, którzy życzą nam źle. Uważają, że zdradziliśmy metal, robiąc sobie jaja z takiej górnolotnej twórczości. Skoro stwierdziliśmy, że mamy dystans do samych siebie, to warto, żeby to jeszcze przerysować, stąd koszulki z naszymi „ulubionymi” artystami wykorzystane do sesji zdjęciowej. Myślę, że ich wizerunki fajnie korelują z Nocnym Kochankiem, stanowiąc kontrast do muzyki heavymetalowej.

W klipie „Zdrajca metalu” z Michałem Wiśniewskim żartujecie z „Filiżanki”. Ten utwór nie przyniósł mu szczególnej chwały.

Na planie zdjęciowym usiedliśmy do wspólnego śniadania. Stwierdziliśmy, że napijemy się kawy. Michał Wiśniewski podkreślił, że poprosi kawę w… filiżance. Zaczęliśmy się śmiać. Zobaczyliśmy, że facet ma bardzo duży dystans do siebie.

Sukces Braci Figo Fagot parodiujących disco polo, Gangu Albanii a teraz Nocnego Kochanka oznacza, że w muzycznej Polsce nastał czas szydery? A może to efekt kultury memów, gdzie jest mnóstwo sarkazmu, ironii i natrząsania się z różnych zjawisk i postaci?

Wystarczy tylko odpalić Facebooka. Według mnie wielu ludzi wchodzi tam tylko po to, żeby komuś sympatycznie dogryźć i pożartować. Niektórzy oczywiście przeginają. Zauważ, że jeśli twoi znajomi wrzucają zdjęcie, to zawsze musi pojawić się jakiś komentarz, który będzie żartobliwy.
U nas takim dyżurnym śmieszkiem jest basista Artur Pochwała.

Chyba wszyscy wchodzą na Facebooka, żeby się zrelaksować. Jak tylko coś im się spodoba, przesyłają dalej. Podejrzewam, że podobnie było z muzyką Nocnego Kochanka. Na zasadzie: „Zobacz! Jest coś innego, oryginalnego. Chłopaki robią sobie jaja. Posłuchaj!”. Prawdopodobnie nasza muzyka w dużej mierze rozeszła się pocztą pantoflową. Wydaje mi się, że niektóre z naszych kawałków można uznać za viralowe, dzięki czemu trafiły do tak szerokiego grona odbiorców.

NIKT NIE PŁACI ZA SPOTKANIA Z RODZICAMI CZY DODATKOWY CZAS POŚWIĘCONY UCZNIOM. POZA TYM, WEDŁUG MNIE, NAUCZYCIEL W GIMNAZJUM POWINIEN MIEĆ PŁACONE TAK ZWANE „SZKODLIWE” [śmiech].

Szyld Nocny Kochanek po raz pierwszy pojawił się dzięki kreskówce „Kapitan Bomba”, dla zdecydowanie przerośniętych dzieci, w której pojawiały się wasze kawałki.  Wcześniej, od 2003 roku funkcjonowaliście jako Night Mistress. Co ciekawe w Polsce nie mogliście znaleźć wydawcy.

Najpierw wydała nas wytwórnia amerykańska, potem niemiecka. Kiedy zaczynaliśmy grać jako dzieciaki, mogliśmy sobie tylko o tym pomarzyć. Trochę smutne było to, że nikt z Polski nie chciał wydać tej muzyki, nie widział potencjału. Zauważmy, że większość polskich zespołów gra muzykę metalową oprawioną tekstami anglojęzycznymi. Wszyscy łudzą się, że zostaną zauważeni i przed nimi sukces na skalę światową. Prawda jest taka, że za granicą wcale nie jest tak kolorowo. Wydanie tam płyty nie otwiera drogi do wielkiej kariery.

Do kreskówek Bartka Walaszka trafiliśmy przypadkowo. Nocnego Kochanka nie było w planach. Wszystko wyszło spontanicznie i tak w pewnym sensie jest do dziś.

Gdyby nie lata prób z Night Mistress, nie bylibyście dziś tak sprawni technicznie.

Nasz założyciel i gitarzysta Arek kiedyś powiedział, że gdyby nie Night Mistress, nie byłoby Nocnego Kochanka i jest to prawda. Do kreskówek trafiały przecież najpierw numery Night Mistress. Polskojęzyczne kawałki pojawiły się później. Poza tym z NM zagraliśmy mnóstwo koncertów, nagraliśmy dwie płyty długogrające. Lata wspólnej gry na pewno budowały i rozwijały nas muzycznie.

Jeśli nie będziecie dobrzy muzycznie, siłą rzeczy, ten żart się wypali.

Może to zabrzmi trochę nieskromnie, ale naszą siłą nie są jedynie teksty, ale i warsztat muzyczny, który budowaliśmy sobie przez kilkanaście lat. Natomiast jeśli chodzi o „jaja” w muzyce, niektórzy mówią, że żart opowiedziany dwa razy nie śmieszy. Nagraliśmy drugą płytę i okazuje się, że ta sprzedaje się nawet lepiej od poprzedniczki. Jest mnóstwo zespołów na świecie, które robią sobie jaja, ale są przy tym dobre muzycznie. Ja na przykład z niecierpliwością oczekuję kolejnej płyty Tenacious D. I nie czekam wyłącznie dlatego, by pośmiać się z tekstów, ale również po to, żeby sobie pośpiewać te numery, cieszyć się tą muzyką.

Fot. Albert Gula

W 2014 roku twoi koledzy z zespołu wystąpili z byłym wokalistą Iron Maiden. To musiało sprawić wyjątkową satysfakcję muzykom, zafascynowanym twórczością legendy.

Pomimo tego, że Paul Di’Anno obecnie nie jest wokalistą najwyższych lotów i jego koncerty nie cieszą się ogromną popularnością, to dla chłopaków jak i dla mnie było to duże przeżycie. W końcu wychowaliśmy się na muzyce Iron Maiden. Gdy byliśmy nastolatkami, pierwsze miejsce w klasyfikacji naszych preferencji muzycznych zajmowali Maideni. Ich pierwsze dwie płyty (właśnie z Paulem Di’Anno) były dla nas sztosem. Jak ktoś powiedziałby nam te piętnaście lat temu, że Paul Di’Anno kiedyś przyjedzie do Polski i z nim zagramy, to mocno popukałbym się w czoło i zaśmiał w twarz. Podczas trasy koncertowej Paul jeździł z naszym basistą jednym samochodem. Opowiadał wiele osobistych historii. Fajna sprawa.

Zagraliście też przed Uriah Heep, a także Blaze’em Bayleyem, który śpiewał w Iron Maiden w latach 90.

Wiadomo, że takie koncerty wspomina się bardzo miło. Zagrać przed Uriah Heep, wystąpić przed ich publicznością, to był dla nas zaszczyt. Przyznaję, że to był jeden z koncertów, przy którym jednak trochę się stresowałem. Koncerty z Blaze’em również były dla nas dużym wyróżnieniem i fajnym przeżyciem. Dzięki temu, że odbywały się w klubach, mieliśmy okazję chwilę z nim porozmawiać, przybić piątkę.

„Smoki i gołe baby”, „Pigułka samogwałtu”, czy jest osoba w twojej rodzinie, której nie podarowałbyś ostatniej płyty, ze względu na warstwę liryczną?

Myślę, że nie. Moja rodzina zawsze patrzyła z dystansem na to co robię. Pamiętam jak mieliśmy pierwszą, jeszcze nieoszlifowaną wersję „Zdrajców Metalu”. Zawiozłem ją do domu. Płyty odsłuchaliśmy całą rodziną. Oczywiście moja mama patrzyła na mnie nieco spod byka, gdy usłyszała takie numery jak „Pigułka samogwałtu”, ale zawsze zdawała sobie sprawę, że nie do końca mam normalnie w głowie. Szczególnie zaskoczona nie była. Co najbardziej mnie cieszy to fakt, że grając w rodzinnym mieście – Skarżysku Kamiennej, nie było takiego koncertu Kochanka, na którym nie byliby obecni moja mama lub tata. Zawsze mnie wspierają. Podobnie jest z rodzinami pozostałych członków zespołu. Sąsiedzi rodziców często ich zaczepiają mówiąc, że widzieli wywiad ze mną w telewizji czy magazynie. Gratulują. Chyba nie do końca zdają sobie sprawę z tego o czym śpiewamy. Nie zagłębiają się w nasze teksty (tu Krzysztof wybucha śmiechem).

Przez kilka lat byłeś nauczycielem w gimnazjum. W tekstach Nocnego Kochanka pojawia się proza życia w utworze „Poniedziałek” i pochwała beztroski w „Piątunio”, mówiąc językiem szkolnych wypracowań. Nie pytano cię, jakim jesteś pedagogiem, jeśli w weekendy żyjesz w myśl zasady – piwo, kobiety i śpiew?

Dyrektorka szkoły zaznajomiła się z twórczością. Kiedyś porozmawialiśmy sobie na temat Kochanka i mojej pozaszkolnej działalności. Zaznaczyłem, że teksty nie są szczególnie subtelne, natomiast nie są też chyba przesadzone. Przyznała mi rację dodając, że tego czego słuchają obecnie gimnazjaliści, nie da się z muzyką Nocnego Kochanka zestawić. Wśród dzieciaków w wieku gimnazjalnym dominuje kultura hip hopu, a wiadomo, jakie często są tam teksty. Dyrektorka powiedziała, że jak najbardziej akceptuje i rozumie moje drugie wcielenie.

Podpisałeś kiedyś płytę w szkole?

Tak. Najciekawsze jest to, że nie była to płyta ucznia, tylko rodzica.

Łatwiej jest zapanować nad grupą gimnazjalistów czy tłumem podchmielonych studentów na juwenaliach?

Zdecydowanie nad tłumem studentów. Nie wszyscy chyba zdają sobie z tego sprawę. Ludziom, którzy nie pracują w szkolnictwie często wydaje się, że nauczyciel zadaje uczniom coś do napisania i bimba na lekcji. Ewentualnie po zajęciach sprawdzi kilka kartkówek lub prac domowych. Posiedzi w szkole parę godzin dziennie i „dziękuję, dobranoc”, a potem dwa miesiące wakacji. Warto, żeby takie osoby spędziły w szkole chociaż tydzień, zobaczyły jak wygląda życie nauczyciela, gdzie jest to praca po godzinach, często wręcz charytatywna, bo nie za wszystkie nadgodziny dostajemy pieniądze. Nikt nie płaci za spotkania z rodzicami czy dodatkowy czas poświęcony uczniom lub organizację dni otwartych. Poza tym, według mnie, nauczyciel w gimnazjum powinien mieć płacone „szkodliwe” (śmiech).

Tak trzeźwym okiem patrząc, ci gimnazjaliści  rzeczywiście byli z piekła rodem?

Fot. Marcin Koćmierowski

Szkoła, w której uczyłem ma profil sportowy. Porównując ją do opisów szkół nauczycieli z innych gimnazjów, ta jest spokojniejsza. Ale to nie znaczy, że moi uczniowie byli do rany przyłóż. Wiedzieli, że szczególnie sztywny nie jestem i też lubię poimprezować. Często zwierzali mi się i opowiadali historie ze swojego życia czy też właśnie z imprez. To było dla mnie mega wyróżnienie i komplement, bo wiem, że musieli mnie darzyć ogromnym zaufaniem. Nasłuchałem się w tym czasie również takich historii, że włosy mi prawie dęba stawały. Wtedy odnosiłem wrażenie, że rzeczywistość jest taka jak z opowieści o gimnazjum, których słuchałem przed rozpoczęciem pracy w szkole. Coś w tym jest, ale też bym nie przesadzał. To są ludzie, z którymi można się dogadać. Młodzi w tym wieku próbują zaistnieć w grupie, udowodnić, że są fajni. Ponieważ wiedzieli jaki prowadzę tryb życia, często chcieli mi się pochwalić, pokazać jakimi są luzakami i imprezowiczami i jacy są doświadczeni. Przypomina mi się historia… Tę akurat mogę opowiedzieć (śmiech). Jeden z moich ulubionych uczniów usiadł kiedyś w pierwszej ławce i mi się pochwalił, że spotyka się z fajną dziewczyną. Zapytałem co się stało z poprzednią. Odpowiedział, że tamta jest już przeszłością. „A proszę pana? Dotykał pan kiedyś kobiecych piersi?” – zapytał nagle. Spojrzałem na niego skonsternowany. „Eee… no na pewno pan dotykał”  – dodał. Po prostu chciał się pochwalić, że jemu już się udało. Na szczęście w większości przypadków, takie szkolne historie może i są dość odważne, ale w tym samym czasie są zabawne.

Miałeś jakieś patenty na zapanowanie nad młodzieżą?

Pamiętam swój pierwszy rok w szkole. Na początku było rzeczywiście trudno. Z biegiem czasu musiałem sobie wypracować metody. Były przeróżne. Często jest tak, że w klasie musisz potrafić wyłączyć lidera wśród uczniów. Chodzi o takiego śmieszka, który utrudnia prowadzenie lekcji. Często musiałem go wyłączyć także w samym sobie (śmiech). Chyba trochę lubię być taki prześmiewczy, może czasem w centrum uwagi. W klasie musiałem być raczej poważnym liderem i dominować nad dzieciakami.  Humor bardzo pomaga przy współpracy z nimi. Jeśli rozumiesz ich żarty, to zupełnie inaczej cię traktują niż nauczyciela starszej daty, który często nie ogarnia slangu i ich sposobu bycia. Trzeba sięgać bardzo często po ironię czy sarkazm, dzięki czemu można zgasić w sekundę takiego gościa rozwalającego lekcję. Wtedy nie ma już nic do powiedzenia. Oni wielokrotnie chcą ci pokazać, że są najmądrzejsi na świecie. Wbijają szpilę ze śmiechem i zdobywają poklask całej klasy. Jeśli im sprytnie odpowiesz, zazwyczaj nie mają jeszcze tak rozwiniętej wyobraźni, czy nie są na tyle elokwentni, by odpowiednio zareagować na ripostę. Nie wiem czy był choć jeden przypadek na przestrzeni tych kilku lat, żeby uczeń mnie zgasił. I to była moja siła do pracy z młodzieżą.

MOJA MAMA PATRZYŁA NA MNIE NIECO SPOD BYKA, GDY USŁYSZAŁA TAKIE NUMERY JAK „PIGUŁKA SAMOGWAŁTU”, ALE ZAWSZE ZDAWAŁA SOBIE SPRAWĘ, ŻE NIE DO KOŃCA MAM NORMALNIE W GŁOWIE.

Chyba nie do końca dobrze przygotowuje się pedagogów w Polsce do pracy, jeśli musiałeś uczyć się tego wejścia na klasowy front.

Nie wiem w jaki sposób nauczyciele musieliby być szkoleni. Wiedza, którą człowiek przyswaja na studiach jest kroplą w morzu. Podejrzewam, że tak jest z większością zawodów. Nauczyciele, którzy mają papier, żeby uczyć, nie zdają sobie często sprawy z tego, czego mogą się spodziewać w szkole. Nawet po pięciu czy dziesięciu latach może się okazać, że nauczyciel nie do końca odnajduje się w zawodzie.

Teraz pytanie rodem z kolorowego magazynu. Po tych szkolnych doświadczeniach… chciałbyś mieć kiedyś dzieci?

Dopiero będąc w szkole, jako nauczyciel zauważyłem, na co często dzieci są narażone. Wiele z nich jest bardzo podatnych na środowisko w jakim przebywa. Pomimo tego, że wywodzą się z dobrego domu, poprawnie je wychowano, są psute przez otoczenie. Mało jest przypadków, gdzie dzieci mają na tyle silną osobowość czy są na tyle samodzielne, że wykazują się asertywnością i zdecydowaniem.  Mam nadzieję, że moje takie właśnie będą (jeśli w ogóle kiedyś będę je miał), a doświadczenie zdobyte w gimnazjum pozwoli mi na przygotowanie ich do zetknięcia się z rzeczywistością.

Gimnazja zamknięte. Tymczasem grafik koncertowy pęcznieje.  Zapełniliście już niejeden klub w tym roku. Co dalej?

Nasze gimnazjum przekształcono w podstawówkę. Postanowiłem nie kontynuować pracy w  zawodzie nauczyciela. Chciałbym, bez względu na to czego się podejmuję, dawać z siebie sto procent. Bardzo trudno byłoby dalej ciągnąć dwie sroki za ogon.

 

rozmawiał Paweł Lewandowski

Dołącz do dyskusji

  1. tool

    I really love your Ƅlog.. Great colors & theme.
    Did yoս build this ԝebѕite yourѕelf? Plеase reply back as I’m plannіng to create
    my veгy oԝn website and would likе to find out where you got
    this from or exactⅼy wһat the theme is named.
    Appreciatе it!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *