Ocena redakcji

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Potrzebuję lepiej

Magda Patryas, „T. Love – potrzebuję wczoraj (oficjalna biografia 1982-2017)”, In Rock

 

Mocarstwowe miejsce T. Love w polskim rocku doczekało się kolejnego potwierdzenia, tym razem w postaci wznowienia (po dziesięciu latach) książki o zespole.

To najlepsza, najpełniejsza książka o Muńku i spółce, choć trzeba zaznaczyć, że konkurencji nie ma silnej. Wagę „Prymitywu i …” określa bowiem sam jego format (kieszonkowy), „Dzieci rewolucji” są determinowani odległą datą wydania (1992), zaś „Muniek” to jednak tylko wywiad (Grzegorza Brzozowicza). Tymczasem „Potrzebuję wczoraj” jest już prawdziwą biografią. Prawdziwą, choć ani wyczerpująca, ani dogłębną.

Autorka siebie wycofuje na daleki plan, dzieje zespołu przedstawiając głównie poprzez wypowiedzi jego członków. Dziwi, że gros wypowiedzi Muńka jest importowana z „Dzieci rewolucji”, nie zaś uzyskana bezpośrednio od źródła, zwłaszcza że Patryas miała swobodny dostęp do frontmana T. Love, należąc – co parokrotnie podkreśla (i do czego jeszcze wrócimy) – do tego samego kręgu towarzyskiego. Autorka rzadko analizuje teksty piosenek, co w przypadku T. Love jest bardzo ryzykowne, a do muzyki zdaje się nie przywiązywać żadnej wagi, co w przypadku pisania o zespole muzycznym jest… ryzykowne tym bardziej. Zresztą nie ulega wątpliwości, iż autorkę interesują nie płyty, lecz to, co dzieje się wewnątrz grupy, w każdym razie najwięcej miejsca poświęca przyczynom odejść, kryzysom, wygaszeniom kryzysów, słowem – relacjom między muzykami. Takie ustawienie planów powoduje, że „Potrzebuję wczoraj” czyta się lekko, choć może zbyt lekko, niemniej dzięki temu można lepiej zrozumieć, jak doszło do owej magicznej przemiany dobrze się bawiącej przy piwie paczki kolegów (Bo my mieliśmy taki lot, że „a chuj z tym wszystkim” – to nie moje słowa, lecz Muńka) w zawodowy band z prawdziwego zdarzenia, co jest kluczowym momentem w karierze T. Love. W czytelniku znającym pierwsze wydanie „Potrzebuję wczoraj” zostanie jednak niedosyt z tego powodu, że autorka nie wykorzystała okazji do poszerzenia starej części. Nie naprawiła też takiego błędu konstrukcyjno-logicznego, jakim jest najpierw przedstawienie późniejszych losów członków T. Love Alternative, a dopiero potem omówienie dziejów poprzednika T. Love właściwego.

Ale opowieść o zespole jest oczywiście uaktualniona, doprowadzona do niedawnego zawieszenia/zakończenia działalności. To z dodatków nie wszystko. Pozornie efektownym, acz w rzeczywistości dyskusyjnym zabiegiem okazał się gościnny występ Krzysztofa Vargi, Mirosława Pęczaka i Pawła Dunin-Wąsowicza, bo każdy z członków z owego tria napisał esej na… ten sam temat, czyli o dwóch ostatnich albumach T. Love. W ten sposób płytom „Old Is Gold” i „T. Love” jest poświęcone circa tyle samo miejsca, co wszystkim poprzednim. Co gorsza różnica w „tonacji” między częścią gościnną, taką „głęboko humanistyczną”, a prostą-zasadniczą jest rażąca. Zresztą Varga, Pęczak i Dunin-Wąsowicz piszą nie tylko o tym samym i tak samo, ale dochodzą do tych samych wniosków. A piszą mniej więcej tak: T. Love to zespół rockowy jak żaden inny na tym [w Polsce] terytorium  – to Pęczak. Ta [„Old Is Gold’] płyta to przekaz zarazem duchowy i intelektualny, jaki trudno znaleźć nie tylko w popkulturze, ale nawet w Kościele – a to Varga. I piszą, zdaje się, serio. Sądzę, że Muniek jest nazbyt rozsądny, aby nie zmarszczył się na podobne unisono „chóru wujów”. Bo po cóż mu taki kit? Pisarze gościnni należą zresztą do tego samego kręgu towarzyskiego, do którego należy Patryas. Zatem czy nie zdrowiej i ciekawiej byłoby uchylić lufcik i wpuścić trochę świeżego powietrza, zapraszając do wypowiedzi kogoś o innym punkcie siedzenia?

Powtórzę jednak, że dopóki ktoś „nie da więcej”, „Potrzebuję wczoraj” zajmuje na liście lektur fana T. Love pozycję numer jeden.

 

Jan Skaradziński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *