Ocena redakcji

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Rock Around The Trójmiasto

Stanisław Danielewicz, Marcin Jacobson, „Rockowisko Trójmiasta. Lata 70.”, Bernardinum

 

Czy można precyzyjnie wskazać gdzie narodził się polski rock? Można spróbować. Na pewno miało to miejsce w Trójmieście, o czym w książce „Rockowisko Trójmiasta. Lata 70.” przekonują autorzy Stanisław Danielewicz i Marcin Jacobson. I mają na to dowody.

Jakie dowody? Ano materiały źródłowe. I nie jest to wszystkowiedzący internet. Jacobson i Danielewicz nie są przypadkowymi dokumentalistami, którzy z nudów zabrali się za przepisywanie Wikipedii, a zapożyczone informacje opatrzyli odautorskim komentarzem. Oni tam wtedy byli – kiedy big beat przepoczwarzał się w rocka, a trójmiejska młodzież przychodziła na pierwsze dyskoteki potańczyć przy muzyce, ale nie przy dźwiękach parkietowego Boney M., tylko Santany, Jethro Tull, Mayalla czy Ten Years After; bo na początku, proszę państwa, tańczyło się przy rockowej muzyce.

Byli więc i pisali o tym wszystkim w trójmiejskich periodykach, relacjonując – jak na lokalnych reporterów przystało – co na terenie Sopotu, Gdańska i Gdyni w muzycznej trawie piszczy.

Autorzy się spisali – wszyło im ponad 500-stronicowe dzieło w twardej oprawie i w formacie albumu. Od razu rzuca się jednak w oczy, że nie ma tu przesytu formy nad treścią, a zdjęcia są tylko uzupełnieniem. Istotnym, ale nie najważniejszym. Bo przede wszystkim liczy się treść. I wykoncypowana formuła podawania faktów. Jacobson z Danielewiczem zawzięcie ze sobą dialogują – nie ma tu linearnej narracji i jednego przewodnika, który oprowadzając nas po tamtym Trójmieście ma abonament na opowiadanie. Rozmowa utrzymana w polemicznym klimacie daje czytelnikowi do zrozumienia, jak wybiórcza bywa ludzka pamięć i jak czasem trudno oddzielić fakty od wyobrażeń. A skoro co dwie głowy, to nie jedna, taki dysk przechowujący historyczne dane jest znacznie bardziej pojemny.

Już na samym wstępie dochodzi do ostrej acz merytorycznej wymiany zdań między autorami. Nie mogą się zdecydować, od kiedy de facto datować początek polskiego rocka po załamaniu fali big beatu. Od przyjazdu Stonesów do Sali Kongresowej w 1967 roku? Od pierwszej edycji Ogólnopolskiego Festiwalu Awangardy Beatowej dwa lata później? Czy – jak sugeruje Jacobson – jeszcze później, czyli od 1971 roku, kiedy Czesław Niemen wydał następny progresywny album „Człowiek jam niewdzięczny”, Breakout epokowego „Bluesa”, Klan przełomowe „Mrowisko”, a Marek Grechuta z Anawą uniwersalny „Korowód”? Podobne dylematy pojawiają się częściej, przez co zorientowany w temacie czytelnik też uczestniczy w tym procesie permanentnego odkrywania prawdy.

Z książki dowiadujemy się o tym wszystkim, co – zdaniem autorów – wypełnia semantyczny rezerwuar pojęcia „rock z Trójmiasta”. Są tu dość wnikliwie przedstawione sylwetki wszystkich A istotnych wykonawców, którzy w latach 70. przewinęli się przez trójmiejską scenę. Ale uwzględniono nie tylko uznane marki jak Czerwone Gitary, Kombi, Mietek Blues Band czy Deadlock. Znalazło się miejsce również na przypomnienie o istnieniu efemerycznych i – na pierwszy rzut oka – dość osobliwych tworów artystycznych. Mowa m.in. o PKS, Samowoli Moreli czy Słodyczy Soli (w tej ostatniej udzielał się Danielewicz).

W książce poświęcono rozdział pierwszym dyskotekom w Trójmieście. Ten temat jest szczególnie bliski autorom, bo obaj prowadzili potańcówki jako disk-jockeye. I tu też nie mogą dojść do  porozumienia, gdzie na terenie Trójmiasta zorganizowano pierwszą profesjonalną potańcówkę i czy na pewno w sopockim Grand Hotelu. Na tych historycznych potyczkach tracą sporo energii (a czytelnik cierpliwości), brodząc w dygresjach, ale książka o encyklopedycznych ambicjach musi takie dylematy rozstrzygać. Znacznie ciekawsze są z kolei przytaczane wspomnienia innych DJ-ów, którzy współtworzyli trójmiejską scenę dyskotekową. Opowieści o układach, pozwoleniach na pracę i zarobkach to jest właśnie coś, czego czytelnik nie pamiętających tamtych czasów jest najbardziej spragniony.

Praca Danielewicza i Jacobsona to z pewnością pozycja warta rekomendacji. W końcu nieczęsto zdarza się trzymać w dłoniach rzetelne opracowanie przybliżające jakiś wycinek naszej popkultury – nawet jeśli jest to wycinek osadzony w wąskich ramach czasowych i terytorialnych. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że autorzy zmarnowali trochę cennego miejsca w tej przepastnej książce. O ile bezpośrednie relacje dotyczące powstawania rynku dyskotekowego, narodzin rocka po okresie bigbeatowej siermięgi czy nurtu Muzyki Młodej Generacji, który doprowadził do eksplozji festiwalu w Jarocinie, są interesujące i mają przełożenie na skalę ogólnopolską, o tyle osobny rozdział poświęcony zagadnieniom sprzętu muzycznego niewiele wnosi i może zaciekawić jedynie studentów politechniki.

Szkoda też, że opisano wyłącznie jedną dekadę (bo bliższa ciału koszula?). Chyba że doczekamy się kolejnych części? Bo przecież polski rock trójmiejski to także Gdańska Scena Alternatywna, która ciągle czeka na encyklopedyczne potraktowanie.

 

Konrad Wojciechowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *