Ocena redakcji

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Tak długo czekam…

„Republika – Nieustanne tango”, Leszek Gnoiński, Kayax/Agora

 

Biblioteczka dotycząca Republiki i Grzegorza Ciechowskiego liczy ładnych kilka pozycji, ale do zbiorku poezji, wspomnień żony, albumu zdjęciowego dopiero na końcu dołączyła biografia z prawdziwego zdarzenia („Gwiazdy, komety i czad” Aleksa Stacha to bowiem pseudobografia, a nawet kuriozum).Tymczasem „Nieustanne tango” jest biografią nawet nie tylko prawdziwą i typową, ale  obszerną, wręcz opasłą. Taką, która zaczyna się od dzieciństwa muzyków i nie kończy wraz z końcem zespołu. Autor, jawiący się jako prawdziwy szczególarz, dotarł do chyba każdego nawet z dalszych kręgów Republiki, do kogo dotrzeć mógł, zaś tego jednego – najważniejszego – którego przepytać nie zdążył, obficie cytował z bodaj wszystkich dostępnych źródeł. Opowieść wzbogaca umocowanie historii zespołu w realiach naszego zmieniającego się, krzepnącego show biznesu. Do tego kalendarium (nie kończące się w 2001 roku) i dyskografia (obejmująca również prace poza-Republikańskie muzyków). Do tego stylowa, oczywiście czarno-biała szata graficzna pełna zdjęć, jak również reprodukcji dokumentów. Tak, pod tym względem „Nieustanne tango” to unikalna pozycja nie tylko w skali Republiki, lecz i całego polskiego rocka.Gnoiński wprawdzie sumiennie podaje w porządku historycznym wydarzenie po wydarzeniu – chętnie przeplatane anegdotami – ale owych wydarzeń nie zgłębia ani nie poddaje analizie, dlatego całość bliższa jest sprawozdaniu niż esejowi. Autor nie chce czy może nie potrafi? Unikanie analizy bogatej w znaczenia sztuki Republiki, która o takie analizy przecież aż woła, unikanie nawet jej powierzchownej interpretacji, wskazuje niestety na wariant drugi. Co potwierdza język opowiadania. Prostoduszny, rzekłbym nawet, że nie specjalnie inteligencki. Przykład: „«Obywatela G.C.» przyjęły na rynku dobre recenzje” (str 349). A przecież nad tekstem pochyliło się ośmioro redaktorów. Rekord Polski i być może Europy! Albo redaktorzy podeszli do swojej pracy mniej poważnie, niż autor do rejestrowania wydarzeń z historii Republiki, albo zawiodły ich kompetencje (przykład: wypowiedź Marka Proniewicza z Tonpressu spuentowana jest akapitem o jego dalszych losach zawodowych zupełnie nie związanych z Republiką, więc akapit ten jest zupełnie zbędny; str. 320). Niedosyt pozostawia też taktyka raczej sygnalizowania konfliktów między bohaterami niż wgłębianie się w nie (poza kwestią pamiętnego rozpadu w 1986). I jeszcze jedno – dalszorzędną, co nie zmienia faktu, iż irytującą wadą jest niby takie „fajne”, a w rzeczywistości oklepane nazywanie rozdziałów tytułami piosenek. No bo ile razy można?Gdyby poświęcenie i pracowitość autora korespondowały z jego znajomością języka oraz umiejętnością czytania muzyki i tekstów, mielibyśmy kandydata do widmowego Nobla literackiego w dziedzinie dziejopisarstwa polskiego rocka. No ale nie idzie.Biografię Republiki z prawdziwego zdarzenia już mamy, na biografię wartościową przyjdzie poczekać. Jak długo? Pokaźna bibliografia na temat Republiki i okolic sugeruje, że długo.

Tomasz Polanowski

Dołącz do dyskusji

  1. Kacper Dakszycki

    Nie wiem kto pisał recenzję książki ale chyba osoba która nie mając do czego się przyczepić , szuka dziury w całym . Jako fan Republiki uważam że jest to najlepiej napisana książka dotycząca tego Zespołu i informacje jakie wytknął początkujący chyba krytyk nie znający w ogóle dorobku Republiki / pewnie do tej pory pisał recenzje wydawnictw związanych z ruchem disco-polo / są bardzo znaczące a już czepianie się o tytułowanie rozdziałów tytułami utworów Republiki jest całkowicie pozbawione sensu bo gdyby znał historię Republiki , Jej piosenki to może wtedy zorientował by się jak bardzo ten sposób oznaczania pasuje do całości . Proponuję Redakcji Pana Polanowskiego skierować do pisania menu w barze redakcyjnym a nie do recenzji książek , zwłaszcza takich jak ta . Zupełnie zmarnowana przez Redakcję szansa na właściwe i treściwe a przede wszystkim fachowe dokonanie recenzji .

  2. Redaktor Sobociński

    Autorowi recenzji najlepiej udało się… zdjęcie książki. Przeczytałem tekst i odżyły we mnie wspomnienia! Przez chwilę miałem wrażenie uczestnictwa w cudzie eucharystycznym. Oto na moich oczach doszło do zmartwychwstania autora, którego dawno temu już pogrzebałem! Pamiętam go z dawnych lat (jak to mówią – co się przeczyta, to już się nie odprzeczyta)… byłem przekonany, że ów autor od dawna wypasa niebiańskie barany… a tu proszę, sam za niebiańskie stworzenie robi!

    I sprawdziłem – rzeczywiście ten autor został jednym z szefów tego portalu i do tego wydaje się, że pisze pod innym nazwiskiem. To dobrze, że autor wie, że wstyd byłoby taki wpis pod własnym nazwiskiem popełniać, szkoda, że nie wie, że samo nazwisko nie ma wiele wspólnego… z przyzwoitością. Mam wrażenie, że przez tego dziennikarza przemawia… zazdrość. Oczywiście, że opowieść o Republice jest nieskończona, niezgłębiona… dlaczego? nie da się tego zrobić. Można by było napisać Encyklopedię Republikarską, ale wtedy wielu autorów musiałoby do niej siąść i później ci najmniej spełnieni bombardowaliby podobnymi wpisami tych, którym się udało.

    Pan Leszek włożył w książkę mnóstwo pracy a niewielkie niedociągnięcia to wypadek przy pracy. Zdarza się najlepszym. Na szczęście (patrząc po sprzedaży) – niedługo będzie dodruk Republika. Nieustanne Tango. i na pewno w tej wersji znajdą się dodatkowe 3 przecinki i brakujące dopełniacze 🙂

    Autorowi książki serdecznie gratuluję, autorowi recenzji zaś współczuję – dać 3kę za coś, co zasługuje na 6-… zazdrość, zwykła polska zazdrość.

    czekam na książkę pana Polanowskiego… nie mogę się doczekać ten niekończącej się opowieści np. o Zenku Martyniuku, czy zespole MeEr 🙂

    Sobociński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *