Ocena redakcji

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Zagraj w klasy z Budką Suflera

„Memu miastu na do widzenia. Muzyka/miasto/ludzie”, Jarosław Sawic, Prószyński i S-ka 2017

 

Ponad 40-letniej historii Budki Suflera nie sposób streścić w kilku słowach. Jarosław Sawic – autor biografii zespołu „Memu miastu na do widzenia. Muzyka/miasto/ludzie” – poświęcił na to prawie 800 stron. Powstała niemal encyklopedia, ale wyjątkowo przystępnie napisana. Tak jak wyjątkowa była twórczość Budki.

To co od razu zwraca uwagę to oryginalna kompozycja książki. Nie jest to – na szczęście – zbiór wywiadów z bohaterami, bo tak byłoby najprościej i do bólu sztampowo. Nie jest to – do czego również zdążyliśmy przywyknąć – biografia ciurkiem pisana od A do Z, czyli z zachowaniem chronologii zdarzeń, odnotowywania następujących po sobie płyt, zmian w składzie, wzlotów i upadków. Sawic postanowił odejść od konwencjonalnej książkowej formuły. I za to mu chwała.

Na czym dokładnie polega to novum? Ano na wprowadzeniu ciekawego podziału na kategorie: „muzyka” „miasto”, „ludzie”, który powtarza się przez całą książkę. W części muzycznej Sawic poświęca więcej uwagi najważniejszym piosenkom Budki, na ogół poszerzając ich omówienia o krótkie recenzje całych płyt. W dziale miejskim podążamy za zespołem do miejsce bliskim Suflerom – na przykład Krzysztof Cugowski oprowadza nas po lubelskich knajpach doby PRL-u, innym razem lecimy do Nowego Jorku i słynnej Carnegie Hall, gdzie Budka dała koncert u progu nowego millenium. W końcu przechodzimy do personalnych kartotek – Sawic dokładnie sportretował wybrane postaci, które uznał za filary zespołu na przestrzeni tych ponad 40 lat. Są tu więc rozbudowane biogramy Cugowskiego, Lipki i Zeliszewskiego, ale też tekściarzy (Adama Sikorskiego, Andrzeja Mogielnickiego) i muzyków, którzy w różnym okresie wspierali Suflerów (m.in. Andrzeja Ziółkowskiego, Romualda Czystawa czy Marka Radulego) uzupełnione wypowiedziami pozostałych kolegów. Dobry pomysł.

W innych krótkich rozdziałach autor opowiedział historię współpracy Budki z wokalistkami („Warto wierzyć kobietom”), napisał epitafium dla już nieobecnych na tym padole ludzi związanych z lubelskim zespołem („Czas ołowiu”), pozbierał też opinie muzyków o okładkach płyt zespołu (oraz odpytał ich twórców). No i nie zapomniał o części faktograficznej: o indeksie, dyskografii i bibliografii. To bardzo rzetelnie udokumentowana praca.

Autorowi zależało, aby pójść tropem Julio Cortazara – argentyńskiego pisarza – i wzorem jego słynnej „Gry w klasy” też stworzyć powieść, którą można czytać, zaczynając od dowolnego miejsca i przerywać tam, gdzie czytelnikowi najwygodniej. Nie gubi się więc wątku, a i wiedzę o zespole można czerpać i pogłębiać w sposób nienarzucony przez narratora, przez co książka jest łatwa w nawigacji. Brawo! Czytanie jest de facto podróżowaniem i – cytując Budkę – „nie ma końca tej podróży”.

Ale taka formuła ma, niestety, również wady. Bo obnaża niekonsekwencję autora. Tworząc osobne profile nieżyjących już Czystawa czy Ziółkowskiego, nie uwzględnia tych postaci w rozdziale poświęconym wszystkim świętym, którzy już balują w niebie. Należało od razu ich tam zakwalifikować.

Kolejny niedosyt: w tej niezwykle pieczołowicie odrobionej pracy dziennikarskiej brakuje jednak obszerniejszego potraktowania niektórych piosenek, szczególnie tak ważnej jak „Memu miastu na do widzenia”, na temat której trudno doszukać się nie tylko interesujących ciekawostek, ale i odrębnej wzmianki. A została przecież szczególnie wyróżniona, dając tytuł całej książce!

Niestety Sawicowi przytrafiają się merytoryczne błędy, które znawcy tematu po prostu nie przystoją. No jasne, nikt nie jest nieomylny, ale autor tak imponującej biografii, powinien sprawdzić, kto napisał dla Budki „Młode lwy”, a nie powielać w książce (na str. 514) błąd wydrukowany na okładce płyty i przypisywać autorstwo Mogielnickiemu, skoro autorem jest Marek Dutkiewicz (z którym Sawic przecież rozmawiał…).

Ale drobne niedociągnięcia nie mogą przesłaniać ogólnie dobrego wrażenia i zagrażać wysokiej nocie tak precyzyjnie udokumentowanej książki. Dobrej z plusem  – jeśli już stosować szkolną skalę ocen. Sawicowi udało się naprawdę interesująco odpowiedzieć historię Budki, która nie była zespołem pokroju bardzo rozrywkowych Rolling Stonesów, toteż nie zaliczyła spektakularnych (czytaj: poczytnych) skandali. A wstydliwe i trudne momenty nie są przemilczane (rozstanie z Cugowskim, pozbycie się z zespołu Jureckiego i Radulego), więc nie jest to landrynkowy panegiryk, czyli „Pochlebstwa zebrane”.

Reasumując – „Memu miastu na do widzenia” to kopalnia wiedzy o zespole i kawałek wciągającej literatury. Lekko napisanej i lekkiej gatunkowo, choć objętościowo ciężkiej.

 

Konrad Wojciechowski

Dołącz do dyskusji

  1. Jarek Sawic

    Ciekawa recenzja. Co do krytyki ,to jeden z zarzutów absolutnie uzasadniony (tak – brak szerszego omówienia utworu „Memu miastu na do widzenia”), jednak absolutnie nie (piszę wyraźnie, że „Requiem” – jest poświęcone zmarłym osobom drugiego planu z Budki i absurdalne byłoby powtarzanie tam biogramów Ziółkowskiego i Czystawa, skoro mają bardzo szczegółowe, odrębne rozdziały). Co do „Młodych lwów” to Mogielnicki nie wyparł się tego tekstu (a Dutkiewicza zapomniałem o to zapytać). Tak, jest to moje niedopatrzenie i tak naprawdę do dzisiaj nie wiem, jak było (powinienem sprawdzić to w ZAIKS-ie)

  2. Jarek Sawic

    A tak już na marginesie – z zawodowej ciekawości – jakie polskie biografie muzyczne, zasługują w Twojej, Konradzie, ocenie, na tę przysłowiową piątkę z minusem? (haha- jest w tym oczywiście trochę ironii z mojej strony, ale też rzeczywiście mnie to interesuje, bo zamierzam dążyć do ideału. ).

    Pozdrawiam.

    Jarek

    • Redakcja

      Jarku. Rzeczywiście przemawia przez Ciebie ironia (bardzo cenię ją w sobie, jeszcze bardziej u innych), bo stawiając w ten sposób pytanie, oczekujesz ode mnie jakiejś wykładni, a ja absolutnie nie czuję się komfortowo w roli mędrca. Wybacz, jeśli Cię zawiodłem 😉 Staram się po prostu uczciwie recenzować pracę kolegów po fachu, skoro konwencja tego wymaga. A taka jest idea tego portalu/bloga – czytamy i oceniamy nie bacząc na relacje towarzyskie i sympatie osobiste 🙂

      To jest ciekawe pytanie, postaram się więc udzielić na nie niewymijającej odpowiedzi. Moja piątkowa ocena – bo wolę mówić za siebie – jest zarezerwowana dla książki, która nie tylko skradnie mój czas, ale wywoła dreszcz emocji, nie pozwoli oderwać od siebie oczu i nie zostanie beznamiętnie oddelegowana na półkę. Trochę tych książek przerobiłem i jestem wybredny – co zrobić. Czytałem książki nieciekawe, grafomańskie, nadmiernie egzaltowane (jak opowieść o Grzegorzu Ciechowskim, artyście z Tczewa pióra – zdaje się – szkolnego kolegi Obywatela GC). Albo chaotyczne i pełne zatrważających błędów (jak „Pamiętnik perkusisty Maanam”). Albo asekuranckie, zmontowane z samych cytatów, pamiętniki Marioli Pryzwan, które nie zawierały ani jednej samodzielnej myśli autorki; po jednej z moich druzgocących recenzji Pani Mariola pobiegła z płaczem na skargę i musiałem się gęsto tłumaczyć na redakcyjnym dywaniku, że „słowem kaleczę głębiej niźli nożem”… Co było, rzecz jasna, przesadną reakcją autorki i komplementem na wyrost pod moim adresem.

      Ale czytałem bardzo rzetelne pozycje Rafała Księżyka, który np. odpytywał Stańkę i był lepiej przygotowany od swojego rozmówcy i nie dał się wyprowadzić w pole. Za wywiad Rafała z Brylewskim też byłbym w stanie przyznać najwyższą notę, bo to jest naprawdę wartko i czujnie prowadzona rozmowa. Pytający koryguje fakty i nie „odpytuje na kolanach” interlokutora (nie cenię wasalnej postawy dziennikarzy względem twórców).

      Na pięć oceniam książkę Haliny Zarzeckiej „Zerostan” o historii Krzysia Jaryczewskiego, bo czytając zobaczyłem na własne oczy ten dramat, który bardzo mną wstrząsnął. To nie była książka wymagająca pieczołowitej kwerendy, superdokładności. Ona wymagała empatii i autorka wzorowo podołała temu zadaniu.

      Z biografiami jest zupełnie inna historia. Twoja książka o Budce jest naprawdę bardzo rzetelna i w ciekawy sposób napisana. Może nawet jesteś prekursorem nowego, niesztampowego podejścia do pisania, na które wielu się wcześnie nie zdobyło –
      bo zawsze mało być po bożemu, konwencjonalnie, nudno. Tutaj dygresja. Przypomina mi się film „Tin Cup” i rywalizacja w golfa Dona Johnsona z Kevinem Costnerem. Costner przegrał finałowy mecz na punkty, ale to jego zapamiętała historia z powodu niecodziennego rekordu, który osiągnął, mając gdzieś sezonowy splendor i krótkotrwałą chwałę. Warto więc ryzykować i robić coś pod prąd oczekiwaniom mas. Dlatego wysoko cenię Twoją pracę, ale są pewne mankamenty, które – moim zdaniem – nieco obniżają jej wartość. Nieco 🙂 I o nich napisałem.

      Też robię w tym biznesie i dostrzegam własne błędy. A jak są błędy – nie może być taryfy ulgowej.

      Ale jestem pod wrażeniem Twojej pracy. Czytałem maszynopis Janka od deski do deski i wiem, że nie miałeś łatwego zadania. Twój pomysł jednak się broni, naprawdę. Choć mam drobne zastrzeżenia 🙂

      Pozdrawiam
      Konrad

  3. Jarek Sawic

    Konradzie, dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Akurat co do „Zerostanu” nie podzielam Twojej opinii – dramat rzeczywiście jest ukazany, ale język, jakim go opisano, często rozbrajająco naiwny (żeby nie powiedzieć grafomański) momentami na granicy autoparodii. Wywiad-rzeka ze Stańką rzeczywiście bardzo dobry, choć jeszcze wyżej oceniam „Autobiografię” Urbaniaka napisaną przez Makowieckiego. Brylewskiego nie czytałem. To moje „prekursorstwo” wynikało z chęci uniknięcia losu Jana Skaradzińskiego (do którego mam ogromny szacunek za to co zrobił, tym większy, że dokładnie wiem przez co przeszedł, bo sam przez to przechodziłem haha). Tę historię powinno się opowiedzieć prosto, „drajwowo”, rockandrollowo i do bólu szczerze. Ale wtedy nie byłaby to biografia autoryzowana przez wszystkich członków zespołu. Dlatego musiałem uciec w „Grę w klasy”, bo była to gra nie tylko z czytelnikiem, ale i z częścią zespołu. Błędy biorę na klatę ( jest też parę drobniejszych usterek faktograficznych, ale ten z „Młodymi lwami” to wstyd), natomiast formy utworu w tej konwencji jaka ona jest będę bronił – nie ma tam żadnych elementów przypadkowych każdy detal jest przemyślany (to „Requiem” też).

    Pozdrawiam.

  4. Jarek Sawic

    Albo inaczej – jest jedna luka w konstrukcji, której nie wskazałeś – brak rozdziału poświęconego Markowi Dutkiewiczowi (on był planowany w „segmencie” „Noc komety” – niestety z pewnych powodów nie udało mi się go skonstruować).

    • Redakcja

      Jarku, bo to jest naprawdę szalenie trudne w ocenie. „Zerostan” rzeczywiście od strony językowej nie jest mistrzostwem świata, ale Jary to idealny temat na ciekawą biografię, co autorka skwapliwie wykorzystała.

      Księżyk to oczywiście inna liga. Ekstraklasa. Ale te jego książki (naprawdę dobre) mają tę wadę, że są wywiadami. Brakuje konfrontacji, styku różnych punktów widzenia, różnych osób. A już skandaliczną rzecz zrobił Metz pisząc o Voo Voo i przepytując tylko muzyków obecnego składu. Może tak mu kazano, sugerowano, ale czy można w tym przypadku mówić o rzetelnej biografii? No, nie można. Dlatego z radością biorę do ręki każdą tego typu książkę, która otwiera pole do dyskusji, a nie jest folderem reklamującym danego wykonawcę – vide „Królowie życia”, czyli książka replika na książkę byłego kolegi z zespołu. To dopiero ciekawostka.

      Domyślam się, że łatwo nie było. Właściwie drogi są dwie – albo zespół się zgadza, proponuje, jest do dyspozycji i służy pomocą, ale wówczas autor płaci cenę lojalności. Albo działa autonomicznie, co często nie ma sensu, bo nikt z nim nie będzie gadał, udzielał informacji i cała ta zabawa traci sens. Książka o Budce jest potrzebna, bo to ważny zespół, więc chyba mimo wszystko dobrze się stało? 🙂

      Tak, nie wskazałem tej luki, bo chyba tak naprawdę nie przypuszczałem, że to luka. Miałeś przecież prawo skonstruować biogramy wedle uważania. Na przykład tylko trzech postaci. Albo tylko ludzi wewnątrz kapeli. No bo biogramu Olewicza też nie napisałeś (co innego osobne miejsce poświęcone mu w książce, co innego karta biograficzna; zresztą piszesz o nim w zakładce „Ludzie – To nie tak miało być”, czyli nie pod nazwiskiem i nie w tej formule co o pozostałych), więc uznałem, że pewnie nie miałeś potrzeby pisać osobno o Dutkiewiczu (ale to nie zarzut).

      A jak idzie sprzedaż, promocja, dużo Was w mediach, kręci się? Jak chcesz (albo nie chcesz, żeby inni wszystko czytali) to pisz na mój adres mailowy w stopce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *